Jaskiniowa niedziela

Wreszcie dziś wybrałem się do tej odkrytej dwa tygodnie temu jaskini. Tam nie jest jedna, a dwie jaskinie. Druga jest z drugiej strony skał. Z uwagi na to, że dzionek krótki. Poprosiłem Basię, aby mnie zawiozła pod jaskinię. Od drogi zejście przez las, to jest 10 minut.


Ostatnio zaznaczyłem sobie na GPS gdzie ona jest. Tym razem o dziwo Basia zgodziła się mnie zawieźć i nawet obiecała, że mnie przywiezie z powrotem. Od domu to jest około 10 km. Marszem jest to dwie godziny. Samochodem dosłownie 15 min. Dotarłem więc wcześnie. Pamiętając, że ostatnio spotkałem tam sarny. Za wczasu wyjąłem aparat. Była mgła. Ostrożnie podszedłem. Oczywiście spotkałem jedną sarnę. Udało mi się zrobić mgliste zdjęcie. Potem jeszcze spotkałem całe stado. W jaskini rozłożyłem się ze statywem. Oczywiście rozbiłem sobie głowę, bo jest strasznie ciasno. Rozstawiłem latarki i pilotem odpaliłem aparat.


Bardzo jestem zadowolony z tych zdjęć. Doskonale sprawdza się długi czas i oświetlanie latarkami. Miałem dwie plus czołówkę. Jedynie trzeba wytrzymać bez ruchu około 4-6 sekund. Efekty naprawdę są dobre. Wczołgałem się oczywiście do samego końca jaskini. Tam trzeba wybrać wiele ziemi i kamieni, a będzie śliczna jaskinia. Wcisnąłem się też do bocznego korytarza, ale było strasznie ciasno. Mam kilkanaście minut materiału filmowego. Może w tym tygodniu obrobię. Potem obszedłem skałki dookoła i okazało się, że z drugiej strony jest bardzo podobna jaskinia. Tam jest długi coraz bardziej zwężający się korytarz.


W końcu przechodzi w taką wąską rurę. Przez którą trzeba się przeciskać. Cały jestem poobijany od czołgania się po kamieniach. Potem poszedłem jeszcze zboczem doliny pod Jaskinię Nad Źródłem. Tam jest taka fajna jaskinia do niej też wlazłem. Sfilmowałem i porobiłem zdjęcia.

Komentarze