W niedzielę wstałem z samego rana i od razu poszedłem na ogród fotografować mróz. W nocy było prawie minus pięć. Liście z drzew opadały jak deszcz. Od rana było słonecznie. Szron na trawie. Zrobiłem kilka zdjęć. Nawet ładnie to wyszło.
Po kościele i wizycie na cmentarzu zapakowałem plecak sprzętem fotograficznym, ten duży plecak. Wziąłem nawet statyw i ruszyłem do tej nowej jaskini. Wybrałem jednak jak zwykle okrężną drogę. Poszedłem przez las górą nad doliną Będkowską. Chciałem wpierw porobić trochę zdjęć jesiennego lasu. Po drodze są jeszcze dwie inne jaskinie. Do jednej zajrzałem - Dziewicza i cyknąłem kilka zdjęć.
Potem schodząc w dół do doliny wąwozem mogłem cieszyć się niesamowitymi kolorami jesiennego lasu. Zdjęcia niestety nie są w stanie oddać tego widoku. Sam wąwóz zasłany powalonymi drzewami. Leży ich taka plątanina, że nie sposób przejść. Dosłownie dwieście metrów zajęło mi ponad pół godziny przedzierania się i obchodzenia powalonych pni.
Straty w lesie są ogromne. Wszystkiemu winien ten śnieg z października. Praktycznie żadna ścieżka w lesie nie jest w tej chwili przejezdna dla roweru. W końcu udało mi się zejść na dno doliny i ruszyłem w stronę tej jaskini. Ogarnęło mnie jednak takie zmęczenie i taka niechęć. Na dodatek spojrzałem na zegarek i jak policzyłem: do jaskini jakieś 30 minut. W samej jaskini, aby porobić dobre zdjęcia około godziny. Nie ma szans do domu dotrę grubo po zmroku. Basia chciała jeszcze po południu raz pojechać na cmentarz. Zawróciłem, do domu dotarłem jak się robiło ciemno. O tej porze roku jeśli chcę pojechać na zdjęcia w jakieś konkretne miejsce. Nie ma wyjścia trzeba podjechać samochodem. Zbyt krótki dzień.
Po kościele i wizycie na cmentarzu zapakowałem plecak sprzętem fotograficznym, ten duży plecak. Wziąłem nawet statyw i ruszyłem do tej nowej jaskini. Wybrałem jednak jak zwykle okrężną drogę. Poszedłem przez las górą nad doliną Będkowską. Chciałem wpierw porobić trochę zdjęć jesiennego lasu. Po drodze są jeszcze dwie inne jaskinie. Do jednej zajrzałem - Dziewicza i cyknąłem kilka zdjęć.
Potem schodząc w dół do doliny wąwozem mogłem cieszyć się niesamowitymi kolorami jesiennego lasu. Zdjęcia niestety nie są w stanie oddać tego widoku. Sam wąwóz zasłany powalonymi drzewami. Leży ich taka plątanina, że nie sposób przejść. Dosłownie dwieście metrów zajęło mi ponad pół godziny przedzierania się i obchodzenia powalonych pni.
Straty w lesie są ogromne. Wszystkiemu winien ten śnieg z października. Praktycznie żadna ścieżka w lesie nie jest w tej chwili przejezdna dla roweru. W końcu udało mi się zejść na dno doliny i ruszyłem w stronę tej jaskini. Ogarnęło mnie jednak takie zmęczenie i taka niechęć. Na dodatek spojrzałem na zegarek i jak policzyłem: do jaskini jakieś 30 minut. W samej jaskini, aby porobić dobre zdjęcia około godziny. Nie ma szans do domu dotrę grubo po zmroku. Basia chciała jeszcze po południu raz pojechać na cmentarz. Zawróciłem, do domu dotarłem jak się robiło ciemno. O tej porze roku jeśli chcę pojechać na zdjęcia w jakieś konkretne miejsce. Nie ma wyjścia trzeba podjechać samochodem. Zbyt krótki dzień.
Komentarze