Znowu wczoraj po pracy się nawaliłem. Była pogoda, miałem godzinkę do dwóch, więc poszedłem na ogród rozbijać kamienie. W zasadzie to chciałem już te rozbite zwieźć w jedno miejsce. Po pierwsze aby odzyskać skrawek zieleni zasypany przez te wielkie głaziory, a po drugie aby trochę sprzątnąć podjazd. Ale to jest silniejsze ode mnie. Jak zacznę walić młotem, to nie mogę przestać. Wciąga jak orzeszki przed TV. Rozwaliłem chyba z pięć takich wielkich. Górka topnieje. Zwiozłem chyba z dziesięć taczek. Zrobiłem drugą "kupę" na płycie szamba :) W trakcie mojego łupania przyszła Basia. Od bramy rzekła - po co zwozisz to tutaj, potem będziesz musiał jeszcze raz wozić to na ogród - oczywiście zirytowałem się. Nie wie nic jaki mam plan, że chcę przed zimą odzyskać ten skrawek zieleni, że nie mogę w miejsce docelowe, bo muszę tam jeszcze ubić kamień i dowieźć więcej. Wreszcie, że chcę oczyścić podjazd i przygotować miejsce na piasek. I wiele, wiele innych rzeczy nad którymi myślałem dwa tygodnie. A ona wchodzi i od razu ma dobrą radę dla mnie, wie lepiej co powinienem zrobić. Otóż nie!!! Tak naprawdę mówiąc to jako Wenusjanka chciała mi dać do zrozumienia jak bardzo troszczy się o mnie i wyrazić w ten sposób swoją Miłość. A ja głupi Marsjanin nie rozumiem jej języka i się denerwuje. Wiem to wszystko, bo czytam książkę o Wenusjankach i Marsjanach. Powoli otwierają mi się oczy. Ale jakże trudno w takiej ulotnej chwili. Będąc zmęczonym, gdzie pot zalewa mi oczy i pałam żądzą niszczenia, kruszenia, rozdrabniania w pył, zastanowić się, przetłumaczyć i zareagować inaczej. Na szczęście zdobyłem się potem na wytłumaczenie czemu tak zareagowałem. Dziś niestety musiałem pojechać po Basię, potem po jajka i jeszcze na koniec pomóc Basi zasadzić bratki na cmentarzu. Dziś w pracy Basia napisała do mnie przez GG że jedzie w poniedziałek i wtorek na szkolenie do Wisły. Czy nie mam nic przeciwko? Odpisałem: "Chata wolna, będzie impreza. Kurcze, tylko nie zdążę już zamówić nagich tancerek." Doprawdy nie rozumiem. Powinna napisać po prostu wybieram się na szkolenie do Wisły w poniedziałek i wtorek. Kropka! Jest wolnym człowiekiem! Może robić co chce. Nie musi pytać mnie o pozwolenie. No chyba, że po prostu był to zwrot grzecznościowy. Mam nadzieję, że jutro nie będzie lało jak zapowiadają i zrobię coś więcej na ogrodzie. Wczoraj wrzuciłem zdjęcia z sentymentalnej wycieczki. Jeszcze muszę raz pojechać, ale już chyba na przyszły rok i porobić zdjęcia we Wieliczce.
Komentarze