W poniedziałek kolega, którego zachęciłem do oddawania krwi. Przyszedł do pracy około 10:00 Był oddać krew i nie oddał. Zaproponowano mu oddanie płytek. Pobrano krew, zbadano i stwierdzono, że ma zbyt tłustą. Zjadł ser na śniadanie. Mieliśmy nie lada ubaw z niego. Dziś zadzwonił telefon z krwiodawstwa i pani poprosiła czy mogę oddać dziś płytki "na ratunek" Oczywiście się zgodziłem jak zawsze. Pani przez telefon zadała standardowe pytania o stan zdrowia, czy 24 godziny bez alkoholu i między innym co jadłem na śniadanie. Czy nie jadłem aby sera. Wszyscy w pokoju od razu zorientowali się, że mam telefon z prośbą o oddanie płytek. Jak odpowiedziałem: "Nie, nie jadłem sera" Cały pokój wybuchnął śmiechem. Mnie też trudno się było powstrzymać. Pojechałem na oddanie o 11:00. Na miejscu okazało się, że dziś oddam wyjątkowo jedną "działkę", a nie jak zwykle dwie. Takie zapotrzebowanie. Okazało się też, że na dwie ręce. Do badania na płytki pobiera się z żyły. Zwykle tej bocznej w zgięciu łokcia. Nie lubię z tej. Tak jakoś nieprzyjemnie. Zostałem zakwalifikowany i wkłuto mi się w obie ręce. Z prawej miała wypływać, a do lewej wpływać. Maszyna określiła czas na 45 minut. Uruchomiono maszynę i pani powiedziała, że jakby było coś nie tak. Jakiś szczypanie, pieczenie, ból, to mam dać znać. Jak tylko do lewej ręki maszyna zaczęła oddawać krew poczułem narastające szczypanie. Dosłownie po kilku sekundach przeszło w pieczenie i stało się bardzo bolesne. Od razu to powiedziałem. Pani wyłączyła maszynę i zaczęła sprawdzać wkłucie. Wszystko wyglądało ok. Zdecydowałem aby spróbować jeszcze raz. Włączono maszynę i od razu to samo. Pieczenie zaczęło przeradzać się w taki tępy ból. Zobaczyłem też jak w miejscu wkłucia rośnie wielka gula. Pielęgniarka od razu wyłączyła maszynę i stwierdziła, że niestety musiała się źle wkłuć, bo krew nie wraca do żyły, tylko obok. Poprosiła, czy może się wkłuć ponownie w inną żyłę. Tamtą igłę zostawiła, tylko odłączyła rurkę. Nie można było wyjąć, bo trzeba by zakleić rękę. A zaklejać trzeba takim mini tamponem, bo są to wielkie dziury. Igły są jak wkłady do długopisu. Wkłuto się obok drugą igłą. Teraz miałem w jednej ręce dwie igły. Tym razem wszystko szło już jak po maśle. Naprzeciwko przyszły dwie osoby na te maszyny na której ja nie mogę oddawać. Po paru minutach na jednej z tych maszyn włączył się alarm. Zbiegły się pielęgniarki. Zaczęło się dziać to co u mnie kiedyś jak byłem na tej maszynie. Zbyt niskie ciśnienie. Po chwili włączył się alarm na tej drugiej maszynie. To samo. Na szczęście u tej drugiej osoby włączał się tak mniej więcej co minutę. Pielęgniarki poprosiły, aby go kasował jak się włączy. Natomiast z tym pierwszym walka trwała. Alarm nie ustawał. Tam się oddaje na jedną rękę. W końcu wkłuto się u niego w drugą rękę. Nic nie pomogło. Mniej więcej jak mi zostało pięć minut. Zrezygnowano z pobieraniu u tamtej osoby. Poproszono abym oddał jeszcze jedną jednostkę. Na dwie minuty przed końcem przestawiono moją maszynę. Czas przedłużył się z dwóch minut na czterdzieści :) Tak więc znowu oddałem dwie jednostki. Na koniec aby mnie odłączyć przyszła zupełnie inna pielęgniarka. Zapiekła mi rurkę przy prawej ręce. Spojrzała na lewą i zamarła. Uspokoiłem ją, że mam tam dwie igły. Przestraszyła się jak zobaczyła igłę bez podłączenia, myślała, że się odłączyła. Wyszedłem grubo po 14:00 wziąłem zwolnienie z pracy. Teraz na zwolnieniu, jak się oddaje płytki jest pieczątka: "Na ratunek" Poszedłem do Almy i kupiłem sobie piwo "Tuborg" Teraz znowu przez około miesiąc mogę w tygodniu napić się piwa. Zadzwoniłem do Basi, że mogę przyjechać po nią do pracy i ją odebrać. Wracając jeszcze do oddawania krwi. Dziś był jakiś dzień kobiet w krwiodawstwie. W zasadzie w poczekalni jest tak jedna trzecia kobiet i dwie trzecie mężczyzn. To by się zgadzało. Faceci mogą oddawać krew sześć razy w roku kobiety tylko cztery razy. Dziś byłem jeden rodzynek. Co prawda nigdy mi się nie udało spotkać żadnej na płytkach. Dziś też pielęgniarka pokazała mi po raz pierwszy płytki. To taki biały nalot na ściankach woreczka. Reszta to osocze o takim miodowym kolorze.
Komentarze