Stary pies exhibicjonista

Dziś pięćsetny post. I tak przy okazji zasiadłem przed klawiaturą i zacząłem przeszukiwać inne blogi w poszukiwaniu podobnych. Podobnych, czyli takich gdzie, ludzie tak jak ja piszą o sobie. To trochę coś jak zboczenie, jak exhibicjonizm. Czasami mi głupio gdy to robię. No bo jak tak można pisać co się w domu dzieje, a czytają to obcy ludzie. Z drugiej jednak strony jest takie powiedzenie: Nie powinien wstydzić się ten co pokazuje, a ten co patrzy. Coś w tym jest. Chyba dlatego takim powodzeniem cieszą się wszystkie te seriale typu "Rodzina Matysiaków" Zawsze ludzi ciągnęło aby po podglądać sąsiada przez płot czy wręcz dziurkę od klucza. Co też tam u Kowalskich słychać. A wie pani, u Nowaka to dopiero się działo dziś. Czasami wydaje mi się, że ciut przeginam z tym uzewnęcznianiem się na forum publicznym. Jednak nie ja jeden taki jestem. Znalazłem w dziesięć minut kilka takich blogów. Dwa nawet sobie podpiąłem do obserwowanych. Aż tak bardzo się nie wygłupiam z tym pisaniem. Inni też sobie pozwalają.

A więc do dzieła... Wczoraj robiliśmy to na kanapie... Zamówiłem film... i... Basia... zrobiła... ciasto z malinami. Zasiedliśmy na wspomnianej kanapie i zajadając się zaczęliśmy oglądać. Film "Oszukana" w reżyserii Clinta Eastwooda, a główną rolę grała Angelina Jolie. Grał też John Malkovich. Naprawdę wspaniały film. Znowu Basia się wściekała. Bardzo emocjonalnie podchodzi do filmów. Zazdroszczę czasami kobietom takiej wysokiej "inteligencji emocjonalnej" W tym względzie my mężczyźni jesteśmy jak fani zespołu Downa. Nawet raz zamierzyła się na telewizor pantoflem. Film opowiada autentyczną historię z lat 20-30 wieku dwudziestego. Syn pewnej kobiety zostaje porwany. Policja odnajduje dziecko po pół roku... ale okazuje się, że to nie jej syn. Policja żądna sukcesu wmawia jej jednak, że chłopiec jest jej synem tylko się zmienił, a ona jest w szoku i nie poznaje go.

Dziś wieczorem pojechałem na rowerze spróbować jak się zjeżdża z Kleszczowa wąwozem, który jest najtrudniejszym zjazdem na mapie "krakowskiego maratonu rowerowego" Zjechałem dwukrotnie. Okazało się: Bułka z masłem. Pod warunkiem jednak, że nie zjeżdża jeszcze w tym samym czasie dziesięć osób i nie zjechało wcześniej pięćset. Nie wiem jak będzie w niedziele, no i jak popada w sobotę. Może tam być naprawdę ostro. A na dole jest dosłownie dziesięć metrów na ostry skręt w prawo. Filmowałem ten zjazd nawet kamerką, niestety byłem po osiemnastej i jest tam zbyt ciemno. Może jutro wybiorę się na giełdę elektroniczną rowerem, to jeszcze w drodze powrotnej zjadę ze dwa razy i sfilmuje.

Pies sąsiada znowu wczoraj wył przeokropnie. Około 23:00 sąsiad zlitował się nad nami i poszedł go gdzieś zamknąć. Dziś rano dowiedzieliśmy się, że w nocy powiesił się ktoś kilkanaście domów dalej. Co jest do cholery! To jakaś czarna seria. Od kilku tygodni, albo ktoś umiera, albo się wiesza. Zwykle takie czarne serie są na końcu zimy przed wiosną. Ewentualnie w jesieni przed zimą. Ale na koniec lata? A tak przy okazji kupić sobie psa po to tylko, aby zamknąć go w klatce z blachy falistej dwa na dwa metry i uwiązać go do budy... Na dodatek ten biedny pies ciągle skacze po tych blachach i się niemiłosiernie tłucze. Ma widok w zasadzie tylko na naszego Szarika, który ma wydzieloną specjalną część ogrodu o przestrzeni 750 m2 Którą regularnie zasrywa i obszczywa. Ostatnio gałąź od orzecha opadła do samej ziemi. Jest to jego ulubiony pisuar. Liście są czarne i spalone, a krąg średnicy pół metra wokół miejsca gdzie gałąź dotyka ziemi wygląda jakby tam stała beczka z odpadami z Czarnobyla. Mimo tego, że to nie mój pies tylko część spadku po Teściu, to wydałem prawie trzy tysiące na ogrodzenie tej części sadu, po to aby pies miał gdzie gonić i dożyć spokojnie późnej starości. Co roku muszę palikami ogradzać krzewy truskawek, malin i porzeczek aby ich nie niszczył. A mógłbym go przecież uwiązać do budy i nakryć wiadrem. A z przyjemniejszych rzeczy, to on już jest stary i mniej czujny. Uwielbiam mu robić psikusy, gdy nad ranem smacznie śpi w trawie albo w budzie. W tamtym roku raz poszedłem na spacer około piątej rano. Wróciłem jednak od drugiej strony ogrodu. Zakradłem się od tyłu do jego budy i... gdy spał załomotałem w dach. Wybiegł taki zaspany i rozkojarzony, że o mało nie rozbił się o pień orzecha. Ostatnio też spał sobie w najlepsze pod leszczynami. Podszedłem cicho, kucnąłem koło niego i zacząłem go pstrykać w ucho. Przez chyba minutę strzygł uszami, a ja nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. W końcu zatkałem mu nos palcami i wreszcie się zbudził. Rzucił się od razu do mnie ze skomleniem i ślinieniem mnie. W takich sytuacjach prawie widać w tych jego psich oczach zakłopotanie i wstyd. No bo przecież pies powinien być czujny, nie powinien się dać tak podejść. Ciekawe czy tej zimy dam rady z nim pójść tak daleko na sarny jak poprzednio. Ostatnio już trudno było mu wrócić. Mimo tego, że więcej z nim kłopotu niż z niego pożytku. Trudno będzie się z nim rozstać. A niechybnie czeka nas to za parę lat.

Komentarze

marko pisze…
Gratuluję pierwszej 500 pięćsetki!!!
Ok.! czytam bo lubię czytać tak wyniosłem to z domu, później już na dobre utrwalone przez kolejne etapy życia, szkoła, praca, myślę też ze to ta bardziej przyjemna cecha natury ludzkiej, przez czytanie poznajemy i ciągle jeszcze uczymy się bardziej czy mniej zdając sobie z tego faktu sprawę, ale jak piszesz winien nie tyle wstydzić się ten co pisze, byle tylko to nie zraziło cię do dalszego pisania, czasem po tej drugiej stronie wiele czytający mających podobne odczucia, doświadczenia, czasem nie zawsze potrafiących to w tak otwarty sposób wyrazić, pozdrawiam