Wróciliśmy z Bieszczad, ale nie mam czasu opisać tego wyjazdu. Tak jak zresztą i Czech. Choć te w zasadzie już mam tekst i zdjęcia też są obrobione. Czeka tylko zrobienie odpowiedniej prezentacji na mojej stronie domowej.
Mam nadzieję, że się za to zabiorę pod koniec tygodnia. Do pracy wróciłem i o dziwo pamiętałem hasło i numer pokoju. Po kilku godzinach jak przebrnąłem przez maile nawet sobie przypomniałem co ostatnio robiłem. Wracając jednak do Bieszczad... To trochę przereklamowane. Wyszliśmy na najwyższy szczyt w półtorej godziny. Sam wyszedłbym pewnie w godzinę. Co to za szczyt i wycieczka na który można wejść w godzinę? Jak się idzie w Tatry, to z Morskiego Oka na Rysy trzeba iść kilka godzin. Z Tarnicy poszliśmy jeszcze na Rozsypaniec i Halicz. Całość zajęła troszkę ponad pięć godzin. Zewsząd taki sam widok. Nic ciekawego. Pierwszy raz rozglądnąć się z Tarnicy, to owszem. Ale każdy kolejny widok prawie taki sam. Pagórki i nic ponadto. Na drugi dzień pojechaliśmy nad Solinę. Pochodziliśmy po zaporze i popływaliśmy po Zalewie. Fajna sprawa - ładnie tam, ale kolejny zawód. Na mapie jest zaznaczone, że statki pływają wzdłuż całej prawie linii brzegowej. Nasz płynął tylko po największej części głównego jeziora. Trasa 50 minut. Fakt linia brzegowa liczy w sumie 150 km. To trzeba by płynąć cały dzień zważywszy na to, że płynęliśmy w porywach 12 km/h Jedyne co było fajne w tych Bieszczadach, to knajpa w Cisnej - Siekierezada. Jadąc w Karpaty Ukraińskie rowerami z Konradem w niej żeśmy się posilali. Zabrałem tam Basię. Z początku jej się nie podobało, ale po kilkunastu minutach bardzo przypadła jej do gustu. Chodziliśmy codziennie na nogach z Dołżycy. Raz nawet wracaliśmy po 22:00 przepiękne gwiazdy i droga mleczna. Aby poczuć klimat Bieszczad polecam tą knajpę i w pierwszy dzień kupić tam książkę: "Opowieści z Siekierezady" Autorstwa barmana. Krótkie opowiastki w zasadzie o miejscowych pijaczkach, ale jakże fajnie i klimatycznie napisane. Pochłonąłem ją w dwa dni. Okazuje się, że można kupić w paru internetowych księgarniach.
Konrad w tym czasie był w domu z kolegami wymyślili, że zrobią sobie wodną zjeżdżalnie. Ostatnio jest taka moda. Kupili folię i dziś za pozwoleniem sołtysa jeździli na górce pod szkołą. Mam nadzieję, że coś takiego nie przyjdzie im do głowy.
Odzyskałem wczoraj palmtopa z naprawy. Okazuje się, że nie został naprawiony. Ponad miesiąc temu oddałem go do naprawy. Notka z serwisu brzmi: Telefon przetestowany wg specyfikacji fabrycznej - sprzęt sprawny. I jeszcze uwaga, że w przypadkach niestabilnego działania sprzętu można dokonać Hard resetu. A i jeszcze, że wgrali nowe oprogramowanie. Wygląda na to, że mój opis usterki albo został zignorowany, albo nie został dostarczony do serwisu. Przy sprzedawcy włączyłem telefon i oczywiście nie byłem w stanie włączyć bluetooth Po piętnastu minutach zmagań, resetowania na miękko i na twardo udało mi się go włączyć. Postanowiłem zabrać go i potestować w domu. Efekt jest taki, że teraz już nic nie pomaga. bluetooth jest martwy. Napisałem dziś reklamację/skargę powołując się na odpowiednią ustawę i żądam w niej zwrotu pieniędzy lub wymiany sprzętu na nowy. Problem tylko w tym, że nie mogę nigdzie znaleźć słuchawek do kompletu. Mam nadzieję, że mam je w pracy. Jutro idę oddać go do sklepu.
Mam nadzieję, że się za to zabiorę pod koniec tygodnia. Do pracy wróciłem i o dziwo pamiętałem hasło i numer pokoju. Po kilku godzinach jak przebrnąłem przez maile nawet sobie przypomniałem co ostatnio robiłem. Wracając jednak do Bieszczad... To trochę przereklamowane. Wyszliśmy na najwyższy szczyt w półtorej godziny. Sam wyszedłbym pewnie w godzinę. Co to za szczyt i wycieczka na który można wejść w godzinę? Jak się idzie w Tatry, to z Morskiego Oka na Rysy trzeba iść kilka godzin. Z Tarnicy poszliśmy jeszcze na Rozsypaniec i Halicz. Całość zajęła troszkę ponad pięć godzin. Zewsząd taki sam widok. Nic ciekawego. Pierwszy raz rozglądnąć się z Tarnicy, to owszem. Ale każdy kolejny widok prawie taki sam. Pagórki i nic ponadto. Na drugi dzień pojechaliśmy nad Solinę. Pochodziliśmy po zaporze i popływaliśmy po Zalewie. Fajna sprawa - ładnie tam, ale kolejny zawód. Na mapie jest zaznaczone, że statki pływają wzdłuż całej prawie linii brzegowej. Nasz płynął tylko po największej części głównego jeziora. Trasa 50 minut. Fakt linia brzegowa liczy w sumie 150 km. To trzeba by płynąć cały dzień zważywszy na to, że płynęliśmy w porywach 12 km/h Jedyne co było fajne w tych Bieszczadach, to knajpa w Cisnej - Siekierezada. Jadąc w Karpaty Ukraińskie rowerami z Konradem w niej żeśmy się posilali. Zabrałem tam Basię. Z początku jej się nie podobało, ale po kilkunastu minutach bardzo przypadła jej do gustu. Chodziliśmy codziennie na nogach z Dołżycy. Raz nawet wracaliśmy po 22:00 przepiękne gwiazdy i droga mleczna. Aby poczuć klimat Bieszczad polecam tą knajpę i w pierwszy dzień kupić tam książkę: "Opowieści z Siekierezady" Autorstwa barmana. Krótkie opowiastki w zasadzie o miejscowych pijaczkach, ale jakże fajnie i klimatycznie napisane. Pochłonąłem ją w dwa dni. Okazuje się, że można kupić w paru internetowych księgarniach.Konrad w tym czasie był w domu z kolegami wymyślili, że zrobią sobie wodną zjeżdżalnie. Ostatnio jest taka moda. Kupili folię i dziś za pozwoleniem sołtysa jeździli na górce pod szkołą. Mam nadzieję, że coś takiego nie przyjdzie im do głowy.
Odzyskałem wczoraj palmtopa z naprawy. Okazuje się, że nie został naprawiony. Ponad miesiąc temu oddałem go do naprawy. Notka z serwisu brzmi: Telefon przetestowany wg specyfikacji fabrycznej - sprzęt sprawny. I jeszcze uwaga, że w przypadkach niestabilnego działania sprzętu można dokonać Hard resetu. A i jeszcze, że wgrali nowe oprogramowanie. Wygląda na to, że mój opis usterki albo został zignorowany, albo nie został dostarczony do serwisu. Przy sprzedawcy włączyłem telefon i oczywiście nie byłem w stanie włączyć bluetooth Po piętnastu minutach zmagań, resetowania na miękko i na twardo udało mi się go włączyć. Postanowiłem zabrać go i potestować w domu. Efekt jest taki, że teraz już nic nie pomaga. bluetooth jest martwy. Napisałem dziś reklamację/skargę powołując się na odpowiednią ustawę i żądam w niej zwrotu pieniędzy lub wymiany sprzętu na nowy. Problem tylko w tym, że nie mogę nigdzie znaleźć słuchawek do kompletu. Mam nadzieję, że mam je w pracy. Jutro idę oddać go do sklepu.
Komentarze