Dałem plamę

Zbliża się dwudziesta rocznica ślubu i w związku z tym postanowiłem Basi kupić kolczyki z tej okazji. Zresztą miałem to już zrobić na jej imieniny. Z Basią jednak jest trudna sprawa. Wtedy wybrałem się razem z nią. I to był błąd. A to nie podobają jej się, a to za drogie, a to żal jej pieniędzy. W efekcie zrezygnowany nie kupiłem jej. Teraz jednak postanowiłem zrobić niespodziankę. Od tygodnia czytałem w internecie o tego rodzaju wyrobach jubilerskich. Przeglądałem wiele stron internetowych z ofertami. W końcu wybrałem firmę i model kolczyków. Poszedłem je dziś zobaczyć na żywo nie mając zamiaru kupna. Byłem jednak umówiony z nią w galerii. Oczywiście pomyliłem numer wzoru - przestawiłem cyferki. W końcu uprzejma pani otwarła stronę internetową i tak wskazałem te kolczyki. Pani zdjęła je z wystawy, ale jakoś mi nie pasowały. Były takie szare. Tym razem pani się pomyliła i wzięła inny wzór. Okazało się, że tamtego nie ma. Zdecydowałem się aby zamówiono je. Jest jeszcze chwila czasu do rocznicy. Pani potwierdziła, że nie będę musiał ich kupić jeśli mi się nie spodobają. Po jakimś czasie jednak się okazało, że są te kolczyki. W miedzy czasie zastanawiałem się jeszcze nad dwoma innymi wzorami. Miałem już trzy do wyboru - dylemat. Większe z większą ilością mniejszych kamieniami. Mniejsze z mniejszą ilością większych kamieniami, ale za to skrzą się cudnie. I jeszcze takie bardziej prostokątne. Mnie i tak najbardziej podobały się te mniejsze, te które na początku wybrałem. Pomyślałem sobie, że jednak najlepiej zrobię jak Basia zdecyduje i tak bym nie wytrzymał do rocznicy tylko dał jej wcześniej. Zadzwoniłem aby przyszła i wybrała. Oczywiście zaczęło się to co zawsze, a po co wydawać pieniądze itp. Po chyba piętnastu minutach przymierzania poddałem się. Stwierdziłem, że pójdziemy na lody i tam Basia dojrzeje, a ja ją urobię. Tak też się stało. Wróciliśmy do sklepu i zdecydowaliśmy się na mój pierwotny wybór. Wyjąłem kartę. Na wszelki wypadek, choć dziś nie miałem kupować sprawdziłem wcześniej czy jest odpowiednia kwota na karcie. Dostaliśmy też kartę stałego klienta. Pani oczywiście poprosiła o dokument tożsamości. Mam kompletnie nieczytelny już podpis na karcie. Ja za wszystko płacę kartą i jest już prawie przepiłowana od przeciągania przez czytnik. Ważna jest do 2011 stawiam, że wcześniej rozpadnie się na dwoje. Doszło do transakcji i odmowa! Zgłupiałem. Pani sprawdziła jeszcze raz, znowu to samo. Głupio mi się zrobiło strasznie. Wtedy mnie olśniło. Pieniądze są, ale po kradzieży karty parę lat temu jak ktoś sobie kupił na moje konto telewizor za pięć tysięcy złotych. Zrobiłem dzienny limit wydatków. Karta na szczęście wtedy była ubezpieczona i odzyskałem pieniądze. Ale kłopotu było z tym wiele. Od tej pory mam ustawiony limit, rozsądny ale na bezpiecznym poziomie. Przeprosiłem i powiedziałem aby odłożono do jutra sfinalizowanie transakcji. Na parkingu dostałem telefon z mBanku z pytaniem czy ja dokonałem próby przekroczenia limity. Potwierdziłem i poprosiłem o zmianę limitu. Niestety Pan nie mógł tego zrobic. Odesłał mnie do mLinii Ale tam trzeba używać klawiszy, bo gada się z automatem. Ja mam zepsutą klawiaturę w tym starym palmtopie. Ze wstydem pojechałem do domu. Basi oczywiście w samochodzie już w drodze powrotnej nagle zaczęły się strasznie podobać te kolczyki. Ględziła o nich całą drogę jakie to one są cudne. Kobiety są bezlitosne i perfidne. Wpierw wybrzydzała i nie chciała kolczyków. Jak się okazało, że będzie mieć jej jutro, to nagle nie może się doczekać. Mam nadzieję, że jutro doprowadzę to do szczęśliwego końca. Ostatnio mnoży się coraz więcej spraw rozpoczętych, a nie załatwionych. Naprawa palmtopa, kolczyki, oczekiwanie na przesyłkę blueray, planowanie i projektowanie podjazdu, miejsce pod kominek, altanka i jeszcze kilka innych. Ciągle zabieram się za coś innego. Ciągle mam co najmniej kilka rozpoczętych spraw. Oczywiście stare doprowadzam do końca, ale zanim to zrobię rozpoczynam nowe. Chyba zbyt intensywnie żyję. Czas trochę zwolnić.

Komentarze

recoleta pisze…
A teraz będzie bolało. Faceci są beznadziejni!!! Jako kobieta Cię uświadomię, bo widzę, że mimo 20 lat życia z kobietą nie poznałeś kobiet. Zresztą, ja też w przyszłym roku obchodzę 20 rocznicę i wciąż uważam, że mój mąż mnie nie zna. Generalna zasada i do tego święta jest taka: faceci na litość BOSKA, nie kupujcie w prezencie kobietom ciuchów, ani biżuterii. Ja osobiście do tego dodałabym jeszcze perfum. Jeszcze się tak nie zdarzyło, aby mój mąż trafił w mój gust (wiem, że są takie przypadki, takie pojedyncze egzemplarze, które trafiają w gusty żon, ale to rzadkość). Potem taka "rzecz" leży w szafie, czasami z metką, bo nawet dla przyjemności męża nie jestem w stanie tego założyć. Mam kolczyki, wisiorki których nigdy nie założyłam. Po prostu nie podobają mi się. Problem polega na tym, że prezent MUSI być prezentem, czyli konieczny jest element zaskoczenia. Jaki to prezent, kiedy jedziesz z żoną, a ona wybiera? To zwykła ekonomia. Niedopuszczalna w przypadku rocznicy. Powinieneś zorganizować romantyczną kolację, przy kiczowatych świecach (bo kiczowate świece i czerwone róże są po prostu obowiązkowe), albo szarpnąć się na weekend w Wenecji i rejs gondolą. Rano powinna zanurzyć nogi w dywanie z płatków róż. Kupno kolczyków, to odfajkowanie obowiązku i trochę pójście na łatwiznę. Kobiety wcale nie są takie skomplikowane. Po prostu w takich sytuacjach sztampa i zwyczajność są zakazane. Cokolwiek byś zrobił, a byłoby to coś nowego, zaskakującego, to byłby sukces. Uff... nagadałam się... mam tylko nadzieję, że mój mąż nie kupi mi kolejnego pierścionka czy kolczyków, a WRESZCIE zrobi coś nowego/szalonego. Wolałabym pluszowego miśka z serduszkiem za 15 zł niż pierścionek z brylantem.
Nomad pisze…
No cóż, zawsze wydawało mi się, że rocznica ślubu, to wspólna rocznica. A nie tylko święto żony...
recoleta pisze…
Dobrze Ci się wydawało. Dlatego zamiast obrzucania się prezentami, może zrobić sobie najlepszy prezent - wspólny czas, bo tego chyba wszystkim brakuje. Ja generalnie nie lubię takiego przymuszania do zaznaczania prezentami jakichkolwiek świąt. Dlatego, gdy mój mąż skończył czterdziestkę zrobiłam mu niespodziankę w postaci kilkudniowego wyjazdu do Zakopanego. Wprawdzie narobiłam mu kłopotów w pracy, bo postawiłam go przed faktem dokonanym (miał tylko godzinę na spakowanie się), ale było bardzo fajnie, poza sezonem, ładna pogoda. Był czas na pogadanie, pospacerowanie i pobycie razem.
marko pisze…
Myślę że czasem tak bywa, kiedy brakuje nam konkretów a tym samym zdecydowania co do którego nie jesteśmy tak do końca przekonani, wyraźnie wahania oznaczają coś jeszcze co tak naprawdę jest tutaj ważne mam na myśli pamięć i troskę o najbliższą osobę, reszta tematu schodzi na plan drugi.
marko pisze…
Rekolet!
Zdaje się ze tak było od zawsze, może już sam nie pamiętam od kiedy ludzie usilnie starają zrozumieć się nawzajem, widać taka mamy przeciwstawna naturę i ktoś postarał się o to aby był taki porządek rzeczy, może tak łatwiej, myślę też że jest w tym głębszy sens bo jeśli nie to lepiej nie myśleć co to za życie, pozdrawiam