Przygotowania zakończone.

Przygotowań i problemów co niemiara. Ale wygląda, że wszystko w ostatnim momencie się zgrało. Jakie zagrożenia? No po pierwsze, to pogoda. Drugie, przekroczenie granicy. Oby nie okazało się, że nie można w Ubla przekroczyć rowerem. Wtedy musimy szukać innych przejść. Są jeszcze w odległości 30 km dwa. Ale najbardziej pasuje Ubla. No i pomniejsze, czy nie będzie problemów z wodą, zakupami jedzenia. Po próbie przejazdu z 16 kilowym plecakiem staram się zminimalizować wagę. Mam nadzieję, że nie przekroczymy 12 kg A najlepiej to byłoby poniżej dziesięciu. Jest już prawie pewne, że jedziemy sami. No i sam Konrad jest teraz zagrożeniem. Mając 17 lat jest okropny. Trzeba się obchodzić jak z jajkiem. Oby nie urazić dumy. Mam nadzieję, że nie będzie tak jak było w drodze na Turbacz. Jego raczej teraz nie zmienię jak hormony buzują, że aż uszami dym leci. Muszę tą żabę zjeść sam. We środę poszedłem kupić hrywny. Z przerażeniem stwierdziłem, że nigdzie ich kupić nie można. W jednym kantorze obiecali mi, że będą we czwartek. Wszyscy na forach przekonują, aby zabrać dolary i zaraz za granicą wymienić. Nawet w spożywczym. Nie chcę jednak dodatkowo się stresować. Zadzwoniłem do kantoru we czwartek - są 2700. Jak przyjechałem zostało już tylko 400. Obiecali, że załatwią jeszcze w piątek. Coś mnie jednak tknęło i poszedłem na Szpitalną, taki maleńki kantorek. Okazało się, że bez problemu ile chce. Kupiłem jeszcze kilkadziesiąt dolarów i dosłownie 20 euro na Słowację. W tej chwili brakuje mi tylko dwóch zapalniczek, których zapomniałem kupić. Chcąc zminimalizować wagę kupiłem wczoraj filtry słoneczne 30 w takich 50 ml tubkach. Przy kasie okazało się, że jedna kosztuje 30 zł! Ale już trudno. Teraz ładuje się akumulatorek na balkonie do ładowarki solarnej. Mam dwie baterie do palmtopa + ten akumulatorek. Tak więc mam w tej chwili bez doładowywania GPS na około 15 godzin jazdy. Do tego ten zwykły rowerowy wytrzymuje około 12 godzin na dwóch paluszkach. Chyba też wezmę drugiego polmtopa. Wrócił z naprawy. No i przede wszystkim mapy papierowe. Wydaje mi się, że zbytnio pokładam wiarę w gadżetach. A tak naprawdę wystarczy jedna papierowa mapa i zasięganie języka u miejscowych. Ale chcę zarejestrować naszą trasę. Mam nadzieję na co najmniej 100 zostawionych zdjęć. Zrobię pewnie parę tysięcy. mam dwie baterie do aparatu i ponad 20 GB kart pamięci. Do tego biorę maleńką rowerową kamerkę do szalonych zjazdów. W poniedziałek ruszamy z rana. Do Krakowa mamy zamiar dojechać rowerami. Mam nadzieję, że nie będzie ulewy. Potem jeszcze tego samego dnia z Zagórza do Cisnej i tam nocleg na polu namiotowym. Biorę też notatnik i ołówek aby na bieżąco spisywać opowieść. Konrad też chce zrobić felieton. Oby wszystko się udało. Boże miej nas w swej opiece.

Komentarze

marko pisze…
Gratuluje pomysłu jak i samego zamiaru rowerowej przygody w tak odległe strony, myślę ze będzie to prawdziwe wyzwanie ale widzę też że zostały poczynione solidne przygotowania do tej wyprawy teraz to już tylko najważniejsze wrażenia z jakimi sadze będziemy mogli w niedługim czasie się zapoznać!