Połonina Równa

Wróciliśmy w piątek wieczorem. Niestety okazało się, że brak w domu internetu. Coś się popsuło. Zresztą opisanie wszystkiego, obrobienie filmów i zdjęć trochę zajmuje. Internet został naprawiony dopiero wczoraj około 15:00. Nareszcie skończyłem opis i mogę go tu umieścić. Wyprawa przez Karpaty Ukraińskie zakończyła się tylko zdobyciem Połoniny Równej. Ja i tak cieszę się z sukcesu. W zasadzie kluczowym powodem takiego zakończenia sprawy okazała się być fatalna pogoda. A na Połoninie, to już było apogeum wilgoci i błota. Jechać przez połoniny i ich nie widzieć, to nie ma za bardzo sensu. Zresztą byliśmy już tak przemoczeni, że dalsza jazda groziła w najlepszym przypadku pęcherzami na stopach.


Od dwóch dni nie byliśmy w stanie wysuszyć stóp. Zrobiły się całe białe i pomarszczone. Nie bardzo też było wiadomo gdzie tak naprawdę jechać. Można i owszem wg mapy, ale jak widoczność sięga na kilkanaście metrów, to jaki ma to sens. Przenocowaliśmy na połoninie, mając jeszcze nadzieję, że rano będzie inaczej. Okazało się być jeszcze gorzej. Podjęliśmy rozsądną decyzję o powrocie. Wydaje mi się zresztą, że kolejny raz zorganizujemy to inaczej. Teraz do połoniny jechaliśmy głównie po asfaltach ponad 150 km. Trzeba spróbować podjechać pociągiem pod same połoniny i tak zacząć wyprawę. Nabyliśmy odpowiedniego doświadczenia, wiemy czego się spodziewać. Co jest potrzebne, a co nie na takiej wyprawie. Kolejny raz będzie lepiej. Wcześniej jadąc na połoninę w błocie, a potem zjeżdżając w dół prawie 25 kilometrów straciłem tylny hamulec.


Rower jest w tej chwili w serwisie. Dziś go odbieram. Jutro natomiast wybieramy się przez Turbacz do Czorsztyna jak się uda. Dosłownie dwa noclegi. Stamtąd postaramy się wrócić pociągiem, chyba że skusimy się jeszcze na jezioro Rożnowskie. Na mojej stronie domowej relacja z Ukrainy.

Komentarze

recoleta pisze…
Aż się w głowie kręci od tych zakrętasów. Podziwiam odwagę, żeby po tych zakrętasach z kamerą zasuwać.;-)
Anna Bucholc pisze…
Ale mnie ominęło, przez ten urlop! Świetna sprawa i super dobrana trasa, szkoda, że tak wyszło z pogodą, ale dzięki temu macie rewelacyjne zdjęcia we mgle ;)
Nomad pisze…
recoleta, to jest kręcone taką specjalną kamerką wielkości batona snickers :) Przymocowana jest do kierownicy roweru. Wodoszczelna, wstrząsoodporna i na dwa paluszki i kartę SD 2GB.
recoleta pisze…
No to ja jestem lepsza, bo z normalną kamerą zjeżdżałam na nartach.:-)
marko pisze…
wow!trochę z opóźnieniem, czytam na goraco wrażenia z wyprawy, przyznam ze sporo przebrnęliście jak na panujące fatalne warunki pogodowe, brawo!!! świetne zdjęcia