Jakiś czas temu kupiłem sobie mapę gminy Chrzanów. Dotychczasowe moje mapy sięgały trochę za Rudno w tą stronę świata. A kilka razy zapuściłem się dalej, aż pod Trzebinię. Polegałem wtedy tylko na swoich zmysłach i trochę na garminie. Swoją drogą Garmin padł do reszty. Wyświetla tylko połowę ekranu i dosłownie co jakiś większy kamień wyłącza się. Dał mu radę Szczebel i Turbacz. Tym samym mój ukochany dziesięcioletni GPS poszedł na zasłużony odpoczynek do pudła do garażu. Wracając do mapy okolic Chrzanowa. Zobaczyłem na niej zaraz za Chrzanowem piękne tereny leśne, na dodatek wyglądają na podmokłe. Poprzerzynane stawami i wieloma ciekami wodnymi. Na końcu jest wielki zbiornik wodny. Zresztą na tej mapie jest mnóstwo szlaków rowerowych. Wczoraj, niestety dopiero grubo po siedemnastej wybrałem się na przejażdżkę. Pomknąłem do Rudna przez las. Objechałem Rudno i najkrótszą możliwą drogą. W zasadzie wzdłuż autostrady pojechałem wprost na Chrzanów. Niestety wybrałem się zbyt późno. O dziewiętnastej, dosłownie na granicy Chrzanowa zawróciłem. Sprawdziłem drogę i myślę, że w sobotę z rana się wybiorę ponownie. Zarejestrowałem trasę na tym popsutym Asusie. Jako GPS do roweru nadaje się jak najbardziej. Na nim też teraz słucham AudioBooków w samochodzie. Niestety na raz mam wgrane kilka map i mieszczą się zaledwie dwa-trzy rozdziały książki. Ale to wystarcza. No i oczywiście służy mi jako telefon.
Komentarze