Trening z obciążeniem

Zestresowany uwagami na www.bikeholicy.pl o wadze plecaka dziś pojechałem (nie waliło deszczem) na próbę. Załadowałem plecak wszystkim co mniej więcej biorę. Do tego doładowałem go czterema butlami muszynianki. Stanąłem na wadze i okazało się, że z plecakiem ważę o 16 kilo więcej niż bez. Pomyślałem sobie, że sprawdzę nadmiarowo. Tak zapakowany wlazłem na rower. Muszę tu nadmienić, że nie sadzałem zadka na siodełko od tygodnia, bo i pogoda nie taka, no i inne zajęcia miałem. Do tego wczoraj oddałem prawie pół litra krwi. Z 10% deficytem tlenowym ruszyłem w dolinę Będkowską. Mam blisko. Za kapliczką w górę, a co!. Wjechałem aż do zjazdu na powrót do doliny za wodospadem i... myślałem, że umrę. Pomyślałem sobie - mieli rację. Z taką fura na plecach nie da rady. Zjechałem zrozpaczony do doliny, ale oddech się uspokoił i nabrałem ochoty na więcej. Jakoś plecak przestał uwierać. Do schroniska w Łazach (kolejna górka) dojechałem już na luzach. Jakiś taki ten plecak lżejszy się zrobił. Potem w stronę skały Brodło i szalony zjazd w dół. Oj rower niestabilny z takim plecakiem. Z asfaltu od razu na kolejną górkę. Ta to jest dopiero górka. Musiałem się mocno nachylić na kierownicę, bo mi koło przednie odskakiwało od podłoża. Wjechałem na równinę i pognałem do asfaltu który zawiódł mnie aż pod drewniany kościółek w Paczółtowicach. Tam dopadł mnie lekki deszczyk, a jakże! Potem nową asfaltówką na kolejną górkę i W Dębniku już luzik z góry do Krzeszowic. Stamtąd nie poszedłem na łatwiznę, tylko kolejne górki, aż pod kopalnię w Dubiu. Dopiero stamtąd do domu przez Rudawę.

W sumie to muszę im przyznać rację. Owszem z takim plecakiem można przejechać z 50km dziennie po górach, ale po co? Do przyjemności to nie należy. Zresztą co innego raz, a co innego co dzień przez tydzień, dwa. Myślę, że zweryfikuje swoje plany i maksimum 12 kilo na plecach. A najlepiej, to 10. W końcu ludzie tam mieszkają, coś się kupi do jedzenia. Z dodatkowego dresu można zrezygnować, z paru innych rzeczy też.

A tak już na koniec, jak bym chciał aby było łatwo, to bym poszedł do kina na film o Ukrainie. Wiem, że będzie ciężko jak cholera i o to chodzi! Szkoda tylko, że pojedziemy sami. Ci co początkowo chcieli, wyłamują się. Sprawdziłem też tabletki do uzdatniania wody. Dałem jedną na 0,6 litra zamiast na 1 litr. Nic w smaku nie wyczułem. Wypiłem cały bidon.


Trasa rowerowa 229973 - powered by Bikemap

Komentarze

marko pisze…
Bijesz kolejne rekordy, miły żart, może się powtarzam ale to zawsze robi wrażenie, dajesz bezcenny dar, niestety sam nie nadaję się na dawcę, jestem po żółtaczce co całkowicie mnie eliminuje, jednakże jestem za tym aby uznaniowo przynajmniej lekarstwa były nieodpłatne!
Nomad pisze…
Teraz do ankiety, doszła deklaracja o świńskiej grypie :)