Dziś, jeśli by padało miałem pojechać na zakupy do hipermarketu. Ale nie padało, więc przyjechałem szybko do domu. Od razu przebrałem się i poszedłem kosić. Po tych deszczach bardzo wybujała trawa w sadzie. Jeśli poczekałbym jeszcze z tydzień, to musiałbym kosić kosą spalinową. Sad niestety kosić trzeba około trzech - czterech godzin. Wiało dziś okrutnie. Do pierwszego tankowania wytrzymałem w podkoszulku. Potem ubrałem bluzę. Skończyłem przed dwudziestą. Mimo dużej trawy szybko mi poszło. W tym czasie zdążyłem jeszcze skosić "miedzę" i podjazd z tyłu działki. Odstawiłem kosiarkę i wziąłem kosę spalinową. Nią obkosiłem tak zwane brzegi. Tam gdzie kosiarką trudno dojechać. Zresztą nie można kosić z takim przechyłem. Potem zmieniłem dętkę w taczkach. Ale widzę, że chyba będzie trzeba wymienić całą oponę. Ma już swoje lata i jest spękana. Na koniec mimo wiatru i groźby deszczu spryskałem cały krzew róży pod balkonem środkiem przeciwgrzybicznym. Jeśli w tym roku nie uda mi się pokonać tego grzyba, to na drugi rok zacznę regularnie pryskać ją jeszcze zanim pojawią się liście.
Od trzech lat walczę z tym grzybem. Zmieniłem Szarikowi wodę i przechodząc obok innego krzewu róży, który rośnie przy ogrodzeniu. Pomyślałem sobie, że obetnę kilka od drugiej strony i przyniosę do domu. Tydzień temu w ten sposób przyniosłem też piwonie które po deszczach zaczęły się kłaść. Lubię kwiaty w domu. Zresztą posiałem dużo kwiatów które będą na jesieni. Basia bardzo się ucieszyła. Zresztą staram się jej kupować od czasu do czasu kwiaty. No mogę śmiało powiedzieć, że tak mniej więcej trzy razy do roku spontanicznie kupuję jej kwiaty. I wcale nie jest to rocznica ślubu, imieniny czy urodziny. Już podczas koszenia myślałem sobie przyjdę, wykąpię się i zrobię sobie tosty z dżemem, a burczenie brzucha i zawodzenie wiatru w trawach zawtórowało "oj z dżemem" Od razu po koszeniu poszedłem pod prysznic. W szumie wody słyszę - zrobić ci jakieś kanapki Wpierw pomyślałem że to woda w uszach, ale nie, faktycznie. Wyłączyłem wodę i znowu słyszę to samo. Spytałem niedowierzając - to ty... No pewnie, a któż by to miał być. Niedowierzając jeszcze, rzuciłem - Chętnie. Potem wychodząc pomyślałem. E... tam, pewnie zmęczony jestem i mi się przesłyszało. Ale patrzę kanapki z wędliną, ogórkiem, pomidorkiem i własną rzodkiewką co ją wczoraj przyniosłem stoją na stole. Obok koktajl z truskawek. No słowem wypasiona kolacja. Panowie! dajcie swoim kobietom kwiaty, to działa! Nie ma nic za darmo :(
Od trzech lat walczę z tym grzybem. Zmieniłem Szarikowi wodę i przechodząc obok innego krzewu róży, który rośnie przy ogrodzeniu. Pomyślałem sobie, że obetnę kilka od drugiej strony i przyniosę do domu. Tydzień temu w ten sposób przyniosłem też piwonie które po deszczach zaczęły się kłaść. Lubię kwiaty w domu. Zresztą posiałem dużo kwiatów które będą na jesieni. Basia bardzo się ucieszyła. Zresztą staram się jej kupować od czasu do czasu kwiaty. No mogę śmiało powiedzieć, że tak mniej więcej trzy razy do roku spontanicznie kupuję jej kwiaty. I wcale nie jest to rocznica ślubu, imieniny czy urodziny. Już podczas koszenia myślałem sobie przyjdę, wykąpię się i zrobię sobie tosty z dżemem, a burczenie brzucha i zawodzenie wiatru w trawach zawtórowało "oj z dżemem" Od razu po koszeniu poszedłem pod prysznic. W szumie wody słyszę - zrobić ci jakieś kanapki Wpierw pomyślałem że to woda w uszach, ale nie, faktycznie. Wyłączyłem wodę i znowu słyszę to samo. Spytałem niedowierzając - to ty... No pewnie, a któż by to miał być. Niedowierzając jeszcze, rzuciłem - Chętnie. Potem wychodząc pomyślałem. E... tam, pewnie zmęczony jestem i mi się przesłyszało. Ale patrzę kanapki z wędliną, ogórkiem, pomidorkiem i własną rzodkiewką co ją wczoraj przyniosłem stoją na stole. Obok koktajl z truskawek. No słowem wypasiona kolacja. Panowie! dajcie swoim kobietom kwiaty, to działa! Nie ma nic za darmo :(
Komentarze