W niedziele był jeden, jedyny dzień bez deszczu. Było nawet ciepło. Oczywiście wiało tak, że głowę chciało urwać. Basia nie bardzo chciała iść na spacer, a w planach było podjechać samochodem pod Pustynię Błędowską i przejść przez nią od Kluczy po Chechło przez Białą Przemszę. Jednak ciężko było Basię ruszyć z fotela przed telewizorem. Zresztą pogoda nie zachęcała. Ja jednak nie chciałem tracić kolejnego dnia. Wsiadłem na rower i postanowiłem sprawdzić alternatywną trasę do Myślenic. Konrad nie ma roweru, zawieźliśmy wczoraj do serwisu, a zresztą od 7:30 pojechał jako strażak na zabezpieczenie półmaratonu Jurajskiego który startuje z Rudawy. Dawno już chodziła mi po głowie ta trasa.

Dojechałem w dwie godziny pod Myślenice. Przekroczyłem Zakopiankę i zawróciłem do domu. Jest świetny zjazd do Świątnik. Wyciągnąłem z góry 62 km/h Potem po przekroczeniu ponownie Zakopianki pojechałem niebieskim szlakiem do Skawiny.

Jak to szlak pieszy nie bardzo nadaje się do jazdy rowerem. Na początku jest ostry zjazd wąską ścieżką przez chaszcze który kończy się rowem z błotem. Ledwo wyhamowałem. Potem są bagna i łąki. Na końcu droga z kamieni. Przejazd i noszenie roweru po nim zajął mi około godziny. Na wzgórzu przed Skawiną zatrzymałem się, zjadłem i napoiłem zmęczone ciało. Stamtąd w jedną stronę jest piękny widok na Tatry a w drugą stronę na klasztor na Bielanach. Tatry było widać nawet z Aleksandrowic z dołu. Śpieszyłem się więc do domu aby wyciągnąć Basię jeszcze na spacer na Wietrznik i stamtąd porobić zdjęcia Tatr.

To chyba jedyna zaleta pogody ostatnio. Opady i silny wiatr poprawił znacznie widoczność. Wzięliśmy nawet lornetkę do oglądania Tatr. Widoki były przecudne. Zdjęcia nie potrafią tego zobrazować. Po drodze na Wietrznik o mało nie wpadła na nas sarna która wybiegła z lasu.
Komentarze