Leje, że aż rynna pękła

Od tych zbiorników z wodą i piłowania rynien na tą okoliczność w piątek urwała się rynna. Pękł uchwyt u samego szczytu dachu. Rynnę z pomocą rodziny zamontowałem, ale muszę kupić uchwyt i od zaprzyjaźnionych strażaków wypożyczyć drabinę. Teraz rynnę doczepiłem leżąc na dachu głową w dół, a od dołu Basia i Konrad podawali mi rurę. Mam nadzieję że kilka dni wytrzyma o ile nie będzie silnego wiatru. A w ogóle to jestem okropnie niewyspany. W sobotę musiałem zawieźć Konrada do Krakowa na szóstą trzydzieści. Jechał na wycieczkę do Lublina. W zasadzie do Gardzienić jest tam teatr. Konrad wrócił strasznie zadowolony. Widowisko niesamowite podobno. W niedziele go odbierałem. Cały spektakl zaczynał się o 20:00 W Krakowie byli o czwartej rano. Zadzwonił przed czwartą i pojechałem po niego. Potem położyłem się ponownie spać, ale to nie to samo. Na szczęście w sobotę udało mi się pojechać na rower w przerwie miedzy ulewami. Naładowałem dzięki temu baterie. Może starczy na te kolejne deszcze. Dziś znowu późno w domu. Konrad zapomniał kasy na ściankę i musiałem mu wypłacić w galerii. Na ściankę idzie na 17:00 więc umówiliśmy się po 16:00 potem go zawiozłem, no i w domu byłem po 18:00 Nic już się nie da zrobić. Jedynie zeskanowałem do archiwum zaległe dokumenty. Zrobiłem porządek w papierach. W galerii przy okazji Konrad kupił sobie buty w HiMountain, a ja pooglądałem sobie polowe palniki na te Karpaty. Są nawet zestawy naczyń do gotowania. Pewnie będziemy musieli sobie parę razy coś ugotować. No i wodę, raczej nie zaryzykuje picia ze strumieni bez przegotowania. Na jednodniowej wyprawie można sobie pozwolić, ale na takiej w przypadku zatrucia czy biegunki może być problem. Miałem też bon na 20zł do zrealizowania w InterSport którego kończył się termin ważności. Kupiłem więc takie żele energetyczne przydadzą się na wyprawę. Trawa rośnie jak szalona a nie można kosić, jutro znowu ma lać. Zawsze jak zaczynają się truskawki to robi się zimno i leje. Czerwienią się też czereśnie i pękają na deszczu. Jednym słowem wszystko ten deszcz niszczy. Jedynie kilogramami jem rzodkiewki które posiałem i wyszły setkami.

Komentarze

marko pisze…
Jeszcze całkiem niedawno narzekaliśmy na brak opadów, teraz jest już odwrotnie u mnie tez leje bez opamiętania, tyle że może nie na codzien ale wody jest pod dostatkiem i po uszy i trochę słońca przydałoby się chociażby dla zwykłej biologicznej równowagi dla lepszego samopoczucia, słonce zawsze dobrze wpływa na jego poprawę