Nieustannie pada. Od prawie trzech tygodni nie byłem w stanie skosić ogrodu. Wreszcie wczoraj wyszło słońce. Wróciłem do domu i zacząłem od razu kosić ogród. Mimo tego, że było wręcz grząsko. Biegałem z kosiarką aby zdążyć przed nadciągająca burzą. Udało mi się skosić ogród i u Szarika. Tam trawa była wielka, ale jakoś poszło. Potem poszedłem po codzienną porcję witamin. Czyli czereśnie. Niestety wcześniej grad a teraz deszcz spowodował, że w zasadzie nie ma co obrać. Jest bardzo dużo czereśni, ale większość popękanych od deszczu i już zaczynają gnić. Za dwa dni nie będzie śladu po czereśniach. Są trzy drzewa i dojrzewają kolejno. Na drugim widzę, że jest to samo. Na trzecim jeszcze nie dojrzały, a już zgniły. Na szczęście zaczynają się już porzeczki i agrest. Kolejna porcja witamin. W nocy wpierw obudziła nas burza, potem syrena strażacka. Konrad w pięć minut pobiegł na wezwanie o 2:30 w nocy. Wrócił o czwartej rano po raz kolejny nas budząc. Okazało się, że lawina błota spłynęła z Kleszczowa na drogę krajową. Rano widać było ile się napracowali.
Komentarze