ISO

Dziś w pracy byłem audytowany z ISO Czysta strata czasu i bicie piany. Byłem jako pierwszy maglowany chyba ponad pół godziny. Z racji mojej "przewodniej roli" w skromniutkim zespole logistyki chyba. Mnóstwo pytań właśnie z tą rolą związanych. Strasznie nakłamałem, ale widać się nie domyślił, że bzdury plotę. No cóż umie mówić, to co kto chce usłyszeć. Audyt zaczął się o dziesiątej, ja cały czas liczyłem, że zadzwonią z krwiodawstwa. Minęły równo trzy tygodnie od mojej odmowy z powodu przeziębienia. O piętnastej poszedłem sobie i udałem się na Rzeźniczą. Oddałem krew po raz kolejny. Obok mnie oddawał krew chłopak którego dziewczyna trzymała za rękę. Jakże ja im zazdrościłem. Nijak Basi nie mogę namówić na oddawanie krwi. Skończyła mi się książeczka dawcy. Oddałem już ponad cztery litry i półtorej płytek. Czuję się jak fabryka... Dostałem nową książeczkę. Po powrocie pozwoliłem sobie na piwo, teraz jeśli piję piwo, to tylko w piątek lub w sobotę. Nie można oddawać krwi czy płytek na 24 godziny po "piciu" Tak: staram się być odpowiedzialnym i świadomym dawcą. Dziś piwo wchodziło do głowy o dziesięć procent szybciej niż zwykle. Tyle około krwi się oddaje :) Z awarią laptopa sobie poradziłem. Odtworzyłem z backupu. Zajęło mi to dosłownie kilka godzin. Kiedyś mój kolega zażartował, że tylko cieniasy robią backupy, a jednak czasami się przydają.

Komentarze

marko pisze…
Pracowałem w firmie w której funkcjonowały 2 certyfikaty ISO, wszystko było ok.! do momentu przyznania tej zaszczytnej normy oraz jeszcze przez jakiś czas, później była już tylko przepychana o zachowanie pozorów