Dziś znowu poszliśmy na wycieczkę. Tym razem do Doliny Będkowskiej. Stałą trasą na Wietrznik i potem górą nad doliną. Za skałą Brodło zeszliśmy Wąwozem Przecówki. Basia niestety nie dała się namówić aby iść wprost lasem pod Dupę Słonia Tak więc zeszliśmy wąwozem pod Sokolicę.

Tam jest sklepik w dolinie. Pod Sokolicą chyba ze setka namiotów. Ludzi dzikie tłumy. Jeszcze nie tak dawno w Niedzielę spotykało się dosłownie pojedynczych ludzi w dolinie. Teraz nie sposób przejechać rowerem w wolny dzień. W sklepiku o 14:30 prawie nic już nie było. Udało nam się kupić jedynie "tymbark" do picia. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Przy końcu dolinki zaraz za mostkiem poszliśmy niebieskim szlakiem. Ostatnio szedłem tam chyba ze dwa lata temu. Pamiętałem, że jest to szlak węży.
Zawsze udało mi się tam jakiegoś spotkać. Zapomniałem napisać uprzednio, że w Zimnym Dole spotkaliśmy wielkiego zaskrońca. Teraz na tym niebieskim. Było strasznie dużo powalonych drzew. Przechodząc jedno Basia o mało nie skoczyła na żmiję. A upominałem ją, że jest tu dużo węży i żeby uważała gdzie stąpa. Była mała i trochę zaplątana w gałęzie może tylko dlatego nie skoczyła Basi do nogi i jej nie ukąsiła. Jakieś sto metrów dalej natknęliśmy się z kolei na dorodnego zaskrońca. Widać ewidentnie po zachowaniu tych węży który z nich ma czym się bronic. Zaskroniec od razu umyka w liście. Żmija podnosi głowę i obserwuje gotowa do ataku. Po drodze też widzieliśmy kilka jaszczurek. Wróciliśmy do domu około 16:00 Zrobiłem grilla tak jak i wczoraj. Zjedliśmy na tarasie przy pięknej pogodzie.
Komentarze