O godzinie siódmej umówiliśmy się u Kingi w domu. Mniej więcej około 7:30 wyruszyliśmy. Doszła jeszcze Dominika, która okazało się była swego czasu asystentką Zbyszka. Naszego prezesa. Od początku jak weszła jej twarz wydawała mi się znajoma. Teraz pracuje z tego co zrozumiałem w IBM W biznes parku w Zabierzowie. Granicę przekroczyliśmy w Jurgowie. Kiedyś było to lokalne przejście graniczne. Odkąd jednak mamy otwarte granice wszyscy mogą je przekraczać. Po dojechaniu na miejsce - parking w Pila przy samym Słowackim Raju. Okazało się, że troszkę kropi deszcz. Dosłownie po minutce ustał.

Przez chwilę zastanawialiśmy się nad trasą. Tomek wybrał jednak nie tą najtrudniejszą, bo obawiał się o czas przejścia, tylko Strednie Piecki. Szliśmy wyschniętym strumieniem. Podobno tam zawsze jest dużo wody, tym razem jednak ktoś u góry musiał zakręcić wodę. Ledwo gdzieniegdzie ciurkała. Razem z Basią zapakowaliśmy się do jednego plecaka, który ja niosłem. Chciałem sprawdzić mój nowy plecak wyprawowy. Jest bardzo wygodny i pojemny. Sama trasa dość ładna, ale jak dla mnie do przejścia w niecałą godzinkę. Oni chodzą trochę inaczej niż ja. Nie lubię się zatrzymywać i posilać się po drodze. Piję raczej też w marszu. Ostatnio nie mam coś weny do robienia zdjęć. Zresztą pogoda była niespecjalna. Dodatkowo w takim wąwozie trudno robić zdjęcia. Po drodze były dwie metalowe drabinki i kilka drewnianych pomostów. W ogóle byłem przekonany, że oni znają Słowacki Raj jak własną kieszeń. Potem okazało się, że byli tam tylko raz na jednej trasie. Po przejściu wąwozu, co w zasadzie z postojami zajęło nam chyba niecałe dwie godziny. Zobaczyliśmy na mapie jak zejść teraz z powrotem i poszliśmy szlakiem powrotnym. Ze względu na drabinki na szlaku, prawie wszystkie te trasy są jednokierunkowe. Z dołu do góry. Niestety, tak to jest jak się cały czas gada i nie ma jednego stałego przewodnika. Sądząc, że oni wiedzą gdzie iść. Nie interesowałem się mapą. Niestety zbłądziliśmy i musieliśmy się wracać około dwóch-trzech kilometrów. W efekcie wąwozem podziwiając Słowacki Raj szliśmy około dwóch godzin, a spacerując po lesie chyba ponad trzy. Jestem trochę zawiedziony atrakcjami, natomiast z całej wycieczki zadowolony. Wracaliśmy potem trasą wokół Tatr. Miedzy innymi byliśmy na tym obszarze gdzie kilka lat temu przeszedł Orkan. Teraz jest już tam posprzątane, ale widok korzeni na tak ogromnym obszarze jest przygnębiający. Kiedyś tam rósł las. Nie ma teraz po nim śladu. Okazało się, że Kinga podczas trwania tego Orkanu była w hotelu w tej miejscowości pod Tatrami. Podczas powrotu zrobiła się piękna pogoda. Teraz żałuję, że nie zaczymaliśmy się aby porobić zdjęcia. Było widać przepiękną panoramę Tatr. Postanowiłem tam wrócić jak będzie teraz trzy dni wolnego. Weźmiemy sobie dwa noclegi na miejscu i pochodzimy po Słowackim Raju i mam nadzieję, że porobię więcej zdjęć.
Komentarze