Przed dziesiątą rano dziś zadzwonił telefon. Pani z krwiodawstwa poprosiła czy mogę przyjechać i oddać płytki krwi. Pamiętała o tym, że dwa tygodnie temu nie mogłem. Zapytała czy ten ból gardła przerodził się w chorobę czy nie. Oczywiście nic z tego nie było. Byłem zdrowy. Mogłem więc bez problemu pojechać i oddać krew. Miałem zamiar wrócić do pracy po zabiegu. Niestety wszystko skończyło się po trzynastej. Miałem jeszcze dziś wiele załatwień, no i umówiłem się z Basią, że odbiorę ją z galerii. Trwało to tak długo, bo dziś wyjątkowo trafiłem na inną maszynę do separacji płytek. Podłączono mnie z jednej ręki. Niestety okazało się, że maszyna ciągle piszczy i sygnalizuje zbyt niskie ciśnienie. Dano mi prawie litr wody w tym czasie aby krew lepiej ciekła z żyły !?! Panie się śmiały, że wody pod dostatkiem, ale gorzej z "kaczką" Ja przezornie przed oddaniem płytek bezpośrednio idę... wiadomo gdzie. osiemdziesiąt parę minut plus przygotowania, plus odłączanie i procedura końcowa. Daje prawie dwie godziny leżenia. Dziś trwało to trochę dłużej. Pod koniec było ciężko, ale wytrzymałem. W końcu po jakichś dwudziestu minutach odłączono mnie od tej maszyny. Stwierdzając, że niestety z tymi maszynami jest tak, że nie wszyscy mogą na nich oddawać płytki. Pani poprosiła abym następnym razem zawsze przypominał, że ja tylko na tych drugich. Zapytano mnie też czy zgodzę się na ponowne podłączenie z drugiej ręki do innej maszyny. Oczywiście zgodziłem się. Okazało się, że na tamtej też można oddawać z jednej ręki. Z tej drugiej maszyny nie było już żadnych problemów. Maszyna wskazała 82 min czas separacji. I tak zrobiło się w końcu po trzynastej. Stwierdziłem, że nie wrócę już do pracy. Poszedłem szukać serwisu dla mojego palmtopa. Znowu są kłopoty ze slotem pamięci. Muszę go jednak naprawić fachowo w serwisie. Nie udało mi się znaleźć serwisu. Zdecydowałem, że napiszę maila do autoryzowanego serwisu computronika i napiszę co myślę o ostatniej odmowie. Odesłali mi nie naprawiony stwierdzając uszkodzenie mechaniczne i nie proponując nawet płatnej pogwarancyjnej naprawy. Po poszukiwaniach poszedłem do empiku w galerii na poszukiwanie mapy Karpat Ukraińskich. Znalazłem jedną, ale ta w internecie chyba będzie lepsza. Po raz kolejny okazuje się kupowanie internecie lepsze. Wychodząc z empiku (była godzina 15:10) minąłem się o metr (dzieliła nas półka z płytami) z pewną blogowiczką :) dwie znajome twarze ze zdjęć. Ale nie wiem czy to zaskoczenie, czy brak odwagi, czy po prostu nie chciałem ingerować w czyjąś prywatność. Zanim się zastanowiłem było już za późno. Sprawdza się powiedzenie, że świat jest mały. To takie wirtualne spotkanie w realu. Czasami czytając czyjegoś bloga ma się wrażenie, że czytamy książkę, fikcję. A toż to prawdziwy człowiek z krwi i kości! Na wyciągnięcie ręki. Potem poszedłem jeszcze do empiku na rynek.
Komentarze