Od 14-tej leje. Pojechałem zawieźć Konrada do "Fortecy" na ściankę. Po drodze zepsuły się wycieraczki w największy deszcz. Jazda bez wycieraczek w trakcie takiego deszczu to prawdziwy hardcore i głupota. Zjechałem szybko w zatoczkę przystanku. Wycieraczki ruszyły, ale po ponownym obrocie znowu się zatrzymały. Dojechaliśmy do "fortecy" trochę na ślepo. Jadąc pomału skrajnym pasem, a od czasu do czasu Konrad wystawiał rękę i je popychał. Deszcz ustał po zajechaniu na miejsce. Wycieraczki już prawie nie reagują na szturchnięcia. Na jutro przygotowałem sobie miotełkę z przedłużoną rączką jakby rano padało. Muszę jakoś dojechać do Krakowa do serwisu. Mam nadzieję, że rano nie będzie lało. Pojadę wcześnie. Nie będzie dużego ruchu. Jakoś dojadę. Podczas pobytu Konrada na ściance poszedłem szukać magnezu w musujących tabletkach i wołowiny na steki. To na moje skurcze. Za dużo ostatnio było warzyw i ryb. Udało mi się kupić i jedno i drugie. Wołowinę pani w sklepie mi przygotowała łącznie z rozbijaniem mięsa. Taka fajna maszynka która miażdży mięso. Jutro zaraz po pracy smażę trzy dla mnie i trzy dla Konrada. Potem poszedłem jeszcze do empiku w galerii i kupiłem przewodnik rowerowy po Bieszczadach. Konrad upiera się aby jechać samymi grzbietami. Utrapienie z tym chłopakiem. No ale spróbujemy. Ja to czarno widzę, będzie więcej noszenia roweru niż jazdy. Musi się jednak przekonać, choć z drugiej strony to w końcu nie skały, może da się jakoś jechać. Od strony Sanoka jest niebieski pieszy a potem czerwony szlak. Przy granicy biegnie prawie na wysokości 1000m zobaczymy na miejscu. Jak się nie da, to pojedziemy inaczej. To ma być przygoda i pełen "spontan" Przy okazji moje wyobrażenie o Ukrainie dziś uległo zmianie. Myślałem, że tam w wioskach nic nie kupimy tylko mleko i ser wprost ze stodoły. A tu kolega, którego żona biegle mówi po ukraińsku i sami tam często bywają uświadomił mnie, że tam prawie jak u nas. Normalne sklepy na wsi, gdzie można kupić nawet snickersa. Nie powinno być tak źle jak mi się wydaje.
Komentarze