Dziś po pracy mieliśmy jechać z Basią do serwisu rowerowego do Krzeszowic. Niestety musiała zostać w Krakowie. Zrobiłem sobie obiad, zjadłem i zabrałem się więc za koszenie. Obkosiłem wszystkie kwietniki i wszelakie brzegi. Skosiłem przy ulicy i cały trawnik aż do garażu. Przy okazji złamałem podkaszarkę. Taka plastikowa za niecałe pięćdziesiąt złotych. Łączenie na rączce pękło. Muszę zrobić tulejkę z blachy i skręcić dwoma śrubami. Potem pojechałem po Konrada odebrać go ze ścianki. Odesłano mi palmtopa z naprawy. Odmówiono mi naprawy. Z powodu uszkodzeń mechanicznych. Istotnie spadł mi prawie rok temu i zarysowała się troszkę obudowa. Teraz tydzień temu wypadł mi z ręki i najpewniej po tym przestał działać slot pamięci. Ale czy ja pisałem, że żądam naprawy w ramach gwarancji? Chyba powinni mnie poinformować o kosztach naprawy i zapytać o decyzję. Miałem im napisać co o tym sądzę, ale jakoś mi przeszło i poszukam po prostu serwisu w Krakowie. Zapewne będzie szybciej i taniej. Oczywiście jak go odesłali. Pamięć znowu zadziałała na chwilę. Sam bym naprawił, ale trzeba mieć śrubokręt o jakimś kosmicznym kształcie aby rozkręcić. W pracy mam jutro do zrobienia specjalną przeróbkę dla jednej firmy. Ocenę pracowników, potem rozmowy z nimi. Po drodze dwa spotkania omawiające oceny. Jutro audit ISO. Nie wiem jak i kiedy temu wszystkiemu podołam. Basia dziś przyniosła wiadomość, że będzie pracowała na pół etatu do czerwca. Od czerwca na dwa razy pół etatu. Kilka dni w jednym dziale i kilka w innym. Będzie to już praca na stałe. Oczywiście dręczy mnie abym podjął za nią decyzję. Czy ma zostać, czy nie. Czy w maju jeszcze bez umowy czy z. Moje zdanie jest niezmienne! Wolałbym mieć żonę która realizuje się w domu. Ja ją utrzymam z mojej pracy! Usiłuje wymusić na mnie aprobatę i zmianę mojego zdania. Ja jej nie zmuszam do tego aby nie pracowała. Jest dorosła niech robi co chce, ale nie zmusi mnie do zmiany mojego zdania, że chciałbym aby nie pracowała tylko zajęła się domem. To tak jakby chciała abym zaczął lubić niebieski zamiast zielonego. Ja jej nie zmuszam aby się pomalowała na zielono tylko twierdzę, że wolałbym ja w zielonym. Chyba wolno mi mieć marzenia! Jak jestem asertywny, to jestem zły, bo nie chcę pomóc. Jak staram się każdemu dogodzić i pomóc, to nie mam czasu dla siebie i czuje się wykorzystywany. I tak źle i tak niedobrze. A może ktoś by mi pomógł! E... Pieprzyć to, pieprzyć wszystko. Poczekamy, zobaczymy. Nie z takim nawałem obowiązków sobie radziłem. A... jedna sprawa załatwiona. Dostałem odpowiedź od "N" że przesłali już do banku polecenie zapłaty i od kolejnego miesiąca nie będę musiał już pamiętać o rachunkach. Jutro serwis rowerowy, powrót spacerem na nogach z Krzeszowic (9 km) Ale to mi ładuje baterie. Potem reszta koszenia. We środę szukanie serwisu palmtopa. We czwartek koszenie u Szarika, a w piątek koszenie sad-u. W sobotę może SkiToury w Tatrach. Trochę znowu mnie gardło boli. Wszystkich boli po "Inspiracjach" Od gadania przez trzy i pół godziny i od tej szalejącej klimatyzacji. W niedzielę byliśmy na spacerze w dolince. Zrobiłem trochę fajnych zdjęć, ale nie mam czasu ani opisać tej wycieczki, ani obrobić zdjęć. Może uda mi się w tygodniu.
Komentarze