Szantaż

Wczoraj miałem telefon z krwiodawstwa. Prosili abym oddał płytki krwi. Znowu padły słowa "ratowanie życia" Oczywiście zgodziłem się, ale pani zapytała czy było dwa tygodnie w pełnym zdrowiu. Niestety nie. Od soboty w zasadzie troszkę pobolewa mnie gardło. Sam nie wiem, to jest takie drapanie na świeżym powietrzu i po nocy. Powiedziałem o tym. Pani stwierdziła, że to dla dziecka, więc nie mogą ode mnie wziąć. Muszę być w pełni zdrowy. Dziś zadzwonili ponownie (wczoraj zapomnieli napisać, że nie mogę) i znowu, tym razem padły słowa "dla umierającego dziecka w szpitalu w Prokocimiu". Na Boga. Czy dla nich to taki chleb powszedni? Owszem nie jestem jedynym dawcą, znajdą innego. Zresztą wiem, że taki preparat robi się nie z jednego dawcy tylko z kilku. Ale nie wiem co robić. Miałem teraz pobiegać jak nie mam roweru. Ale boję się, bo nie chcę się bardziej zaziębić jak znowu zadzwonią. Mam wyrzuty sumienia, że się przeziębiłem. No przejmuje się tym, że jestem bezużyteczny jako dawca. Chciałem mieć satysfakcje z tego, że coś daję, że się poświęcam. A tym czasem coraz bardziej się załamuje z tego powodu. Nie wiem czemu te pielęgniarki tak mówią. To tak wygląda jakby szantażowały tych do których dzwonią. Jak nie oddasz to ktoś będzie cierpiał, czy wręcz umrze. To przez ciebie, bo nie możesz oddać krwi, czy płytek. Może faktycznie jest tak, że wielu odmawia. Owszem. Oddanie płytek nie jest takie proste. Leży się półtorej godziny z igłami grubości wkładu do długopisu w obu rękach. Za pierwszym razem - nie chciałem się przyznać, ale bolało przez godzinę prawie. Bałem się, że jak powiem, że boli, to np. przerwą. Wiem to takie irracjonalne. Pewnie coś by poregulowali i tyle. Ale wolałem jakoś przetrwać. - Potem przez jakieś dwa dni czuje się minimalny dyskomfort. Nie chce mi się jednak wierzyć, że ktoś się decyduje być dawcą płytek, to potem ktoś odmawia i muszą w ten sposób "wymuszać". Aby zostać dawcą płytek chyba trzeba się zapisać na dawcę szpiku. Przynajmniej po tych badaniach i deklaracji zaczęli mnie wzywać na płytki. Z drugiej strony w pracy kolega za moją namową też się zapisał i na razie nie jest wzywany. Mogę powiedzieć, że dzięki temu, że kiedyś w jakiejś rozmowie w pracy powiedziałem o oddawaniu krwi. Teraz dwie osoby z pokoju regularnie oddają krew. Czasami mam wrażenie, że w wielu już sprawach zadziałałem jak katalizator. Ale dość o tym, teraz zdrowieć i będę mógł się na coś przydać. W sobotę wybieramy się z Konradem na SkiToury na Kondracką Kopę. Mam nadzieję porobić dużo zdjęć. A póki co, kilka z ogródka i niedzielnej wycieczki do Doliny Będkowskiej.


Komentarze

marko pisze…
Przyznam ze jestem pod wrażeniem, to bezcenne, jeśli możesz pomoc, a taka konkretna pomoc oddajesz od siebie dla innych!!!
Anna Bucholc pisze…
Oddajesz krew - jesteś bohaterem! nie możesz przejmować się pielęgniarkami - one czasem muszą być trochę bezduszne i gdyby czytały Twojego bloga na pewno przestałyby używać emocjonalnego szantażu. A o zdrowie dbać i tak trzeba - dla siebie - dla rodziny ;) ... no już się nie mogę doczekać wrażeń z Kopy!!!