Rowerem do pracy

Nareszcie udało mi się pojechać na rowerze do pracy. Okazuje się, że jest to odległość około 24 kilometrów. Samochodem 26. Rowerem jechałem dokładnie tak jakbym jechał samochodem. Tylko na końcu zamiast objeżdżać lotnisko. Pojechałem na przełaj wprost przez nie. Dzięki temu skróciłem drogę o około dwa kilometry. Wyjechałem z domu o godzinie 5:40 przy temperaturze 4.8 stopni. Ubrałem bieliznę termoaktywną X-Bionic do tego spodnie i kurtkę Berkner. Do plecaka zapakowałem spodenki i koszulkę rowerową na popołudnie. Do tego zwykłe spodnie i podkoszulek. Te potrzebne mi były do siedzenia w pracy przez osiem godzin. Zapakowałem też dezodorant :) Obiecałem się nie śpieszyć, aby się nie spocić. Ale ja tak nie potrafię. Starałem się bardzo. W zasadzie cała droga z góry, a i zimno było. Muszę kupić rękawiczki rowerowe takie z palcami. Miałem bez palców i myślałem, że je przemrożę. Cała droga "do" zajęła mi 59 minut. Szybko. Nie jechałem drogą rowerową, której zresztą tam prawie nie ma. Nie jechałem też chodnikiem. Ruch był znikomy, a i drogą jedzie się znacznie szybciej. W pracy w pokoju byłem pierwszy. Wstawiłem rower w garażu w rowerowni. Od czasu jak zdarzały się kradzieże zrobiono specjalną klatkę w rogu garażu z monitoringiem. Podpisuje się klucz i można wstawić rower. Są stojaki do których dodatkowo można go przypiąć. Na górze pierwsze co zrobiłem, to umyłem się przy umywalce i nasmarowałem dezodorantem. Przebrałem i poszedłem pracować. Niestety prysznice są czynne dopiero wtedy gdy otwierają basen. Bodajże od ósmej. Nie spociłem się jednak prawie wcale, bo po prostu było zimno i się oszczędzałem. Przepracowałem pełne osiem godzin. Potem znowu się przebrałem, tym razem w krótkie spodnie i koszulkę i wyruszyłem w drogę powrotną.


Trasa rowerowa 157406 - powered by Bikemap

Pomyślałem sobie, że pojadę wzdłuż Wisły aż do autostrady, tam na Stopniu Kościuszki przy autostradzie jest specjalna kładka, gdzie można przekroczyć Wisłę Sama droga od Plazy do Stopnia Kościuszki jest przepiękna. Na moście Grunwaldzkim trzeba przejechać na drugą stronę i tą już można jechać aż do autostrady. Przy ulicy Tynieckiej niestety trzeba było zawsze zjechać na drogę, bo w tym miejscu nie było trasy rowerowej. Dziś zobaczyłem, że zaczęli robić drogę rowerową. W zasadzie można już nią przejechać. Tam Wisła jest naprawdę piękna. Widać willę Decjusza i Klasztor Kamedułów na Bielanach. Jeżdżą tamtędy wielkie ilości rowerzystów i wrotkarzy. Na końcu przy stopniu jest sztuczny tor kajakowy. Tam właśnie przy autostradzie można kładką przedostać się na drugą stronę Wisły. Zaplanowałem sobie, że jak wrócę, to jeszcze skoszę trawnik pierwszy raz w tym roku. Niestety okazało się, że akurat w piękną słoneczną sobotę kładka jest zamknięta z powodu konserwacji środkami chemicznymi. Całe tabuny wściekłych rowerzystów jeździły tam i z powrotem pod autostradą. Szukając przejazdu na drugą stronę. Sama autostrada jest tu ogrodzona siatką. Na samej kładce było żartobliwie napisane przejście obok. Oczywiście mogłem od drutować bramkę w siatce i wejść na autostradę przejeżdżając pasem awaryjnym most. Ale po pierwsze rowerem nie można jeździć po autostradzie, a po drugie nie chciałem zginąć pod kołami tira. Tak więc nie chcąc wracać do Krakowa pojechałem myśląc, że przeprawię się mostem w Skawinie. Niestety w okolicach Skawiny nie ma mostu. Pamiętałem jednak, że jest prom w Czernichowie. Okazało się jednak, że znacznie wcześniej jest prom w Jeziorzanach i właśnie tam przepłynąłem Wisłę. Przyjemność kosztuje złotówkę i mieszczą się trzy samochody. Potem pojechałem drogą którą nie znoszę jeździć. Czyli trasa do Liszek i potem Cholerzyna. Tam jest płasko i nudno. Przez ponad pięć kilometrów. A i drogi fatalne. Niestety zaczęło tam wiać i zaczęło już robić się zimno. Zmarzłem w krótkich spodenkach. Mięśnie zaczęły tracić ciepło i dopadły mnie skurcze. Potem pozostało już tylko wdrapanie się na Kleszczów i zjazd z niego. A tam już tylko dwa kilometry do domu. I tak z 23 kilometrów do pracy zrobiło się 50 z pracy. Dojechałem po osiemnastej. Na koszenie już nie było czasu, a i ja już nie miałem ochoty.

Komentarze

marko pisze…
To się nazywa przejażdżka! wspominasz tez ze skróciłeś sobie trasę jadąc przez lotnisko, może to aeroklub, wiem ze jest gdzieś w pobliżu Krakowa, jeśli możesz napisz cos więcej na temat tego obiektu.
Nomad pisze…
To już przy samej siedzibie firmy: http://maps.google.com/maps?f=q&hl=pl&q=Poland&layer=&ie=UTF8&om=1&ll=50.084752,19.991019&spn=0.007999,0.019248&t=h&z=16 To jest stare lotnisko. Nieopodal muzeum lotnictwa. A co roku jest tam piknik lotniczy: http://picasaweb.google.com/andrzej.akowacz/PiknikLotniczy2008#
marko pisze…
dzieki za odpowiedz! tak myslalem! lotnictwo to cos co mmnie pociaga, bylem pare razy na airshow, swoja droga staram sie o prace na lotnisku ale to dopiero w planach na najblizsza przyszlsc.