Pojechaliśmy wczoraj do serwisu rowerowego do Krzeszowic. Basi rower ma problem z przerzutką. W zasadzie z manetką. Sama przeskakuje. U mnie natomiast zaczęło coś dzwonić prawdopodobnie przy tarczy hamulcowej. W Krzeszowicach poszliśmy na lody, te bardzo znane "Aga" Niestety już nie są takie dobre jak kiedyś. Odkąd rozbudowano tą lodziarnie, lody się popsuły. Z Krzeszowic wróciliśmy pieszo. To jest dziewięć kilometrów. Szliśmy godzinę i czterdzieści minut. Wiał silny wiatr, ale szło się fajnie. Niestety wróciliśmy na tyle późno, że nie było sensu już się zabierać za koszenie. W pracy ISO zostało odwołane. Prawdopodobnie na miesiąc. Świetnie. Można się skupić na pracy, a nie na bzdetach. Pozostały tylko oceny pracownicze. Jutro poświęcę na to cały dzień. Wczoraj rano też poradziłem sobie z palmtopem. Podłubałem trochę przy slocie tej karty i wypadła jakaś blaszka. Okazało się, że teraz karta wchodzi głęboko. Jak chce się ją wyjąć, trzeba wydłubać. Ale działa. Co prawda zdarza się od czasu do czasu przy większych wstrząsach, że rozłącza. Pojawia się wtedy komunikat, że włożono kartę. Dziś po pracy zabrałem się za koszenie. Skosiłem ogród i u Szarika. Potem jeszcze poprzycinałem gałęzie. Rozsypałem ziemię na nowe miejsca na kwiatki. Wyciąłem też krzew który rósł obok różanecznika. W zasadzie, to różanecznik był zaszczepiony na tym krzewie. Tylko ten krzew zaczął się rozrastać. Była to chyba jakaś śliwa z kolcami. Pracowałem w ogrodzie do dwudziestej. Jutro jadę na zakupy, a potem znowu prace ogrodowe do wieczora.
Komentarze