Polewanie

Drugi dzień świąt. Mieliśmy dziś się wybrać na długi świąteczo-wiosenny spacer. Niestety zachmurzone i 13 stopni ciepła. Do tego wiatr. Ze spaceru zrezygnowaliśmy. Postanowiłem więc wybrać się na rower. Konrad wyraził chęć jechania ze mną. Ubrałem się w kurtkę i spodnie te wiosenno jesienne i do tego podkoszulek X-Bionic. Na wszelki wypadek wziąłem sobie do plecaka podkoszulek do biegania. Taki na ramiączkach. Jakby okazało się za ciepło w tym termoaktywnym. Chciałem Konradowi pokazać to miejsce gdzie zaatakowały mnie kruki. Na palmtopie, tym uszkodzonym wgrałem sobie oziego z jedną mapą do wewnętrznej pamięci. Ma prawie 200MB wolnej. Pozmieniałem tylko ścieżki i zaskoczył. Trasę więc mam kompletną i dokładną. Niestety ja już z Konradem nie bardzo mogę jeździć. On chce szybko i krótko. Ja nastawiam się na długie trasy więc nie staram się robić średniej ponad 20 km/h Takie średnie można sobie robić na trasach 50 km No cóż kiedyś musiał nastąpić ten moment. Przed samym lasem z krukami pomyliłem zjazd. Zaczęliśmy zjeżdżać wśród skałek bardzo ładnych, ale ukrytych za domami. Znalazłem jedną ścieżkę prowadzącą na wzgórza i całkowicie zrezygnowawszy z kruków pojechaliśmy nią. Na górze Konrad stwierdził, że on będzie już wracał. Ja chciałem jechać dalej. Miałem ochotę na wycieczkę dłuższą. Niestety na płaskowyżu zaczęło świecić słońce i zaczęło grzać. Do tego ruszył się mocny wiatr. Zrobiło się gorąco w stroju w którym pojechałem. Po dalszych około 10 km stwierdziłem, że zaraz zacznę się gotować.


Trasa rowerowa 151120 - powered by Bikemap 
Kurtka pół biedy można zdjąć, ale spodnie. No przecież nie pojadę w gaciach. Otwarłem wywietrzniki po bokach, ale na niewiele się zdało. Zresztą stwierdziłem, że pojadę do domu i wyciągnę Basię na spacer. Zawróciłem więc przez dolinę Racławki. Po drodze zostałem zaatakowany przez polewaczy. Strój jest nieprzemakalny. Ale i tak trzymając się zasady "Najlepszą obroną jest atak" Zobaczywszy, że szykuje się jeden wyrostek na mnie z butlą. Skręciłem na niego chcąc wziąć go taranem. Działa na psy, na niego też podziałało. Zdezorientowany zaczął się cofać widząc, że chcę go przejechać. Zdążył jednak siknąć zanim rogiem kierownicy wytrąciłem mu butlę, która spadła do potoku przy którym stali. Ja z uśmiechem triumfu i wiatrem we włosach oraz woda na rękawie kurtki pognałem dalej.

Komentarze