Kolejny pracowity dzień. Dziś wreszcie znalazłem trochę czasu. Przedwczoraj np. robiłem zakupy przedświąteczne. Wczoraj byłem odebrać zaświadczenie z krwiodawstwa, a potem pojechałem wybrać prezent dla Basi ale pech chciał, że zadzwoniła abyśmy się spotkali w galerii. Nie da się szukać prezentu z solenizantem. Dziś natomiast pojechałem prosto do Leroy Merlin i zakupiłem optymistycznie pięć worków zaprawy. Okazało się, że ona nie kosztuje wcale 18 zł za worek - nie wiem jak ja wtedy patrzyłem - tylko 6.80 Więc jest prawie trzy razy tańsza. To jest taka zaprawa co dolewa się tylko do niej wody, miesza i już. Ja jeszcze dosypałem trochę kamieni. Przynajmniej do tej części która poszła do ziemi. Zrobiłem dziś dwa słupki i zaprawa się skończyła. Ładnie je wypoziomowałem. Myślę, że zdadzą egzamin. Jutro po pracy kupię kolejne pięć worków i w sobotę dokończę sprawę. Jutro po pierwsze wielki piątek.
Głupio by tak było mieszać malto, a zresztą pójdziemy do kościoła po pracy. A po drugie niech sobie tamte wyschną dobrze. Zdejmę formy dopiero w sobotę. Nie ma się gdzie śpieszyć. Słupki oczywiście mają być pod zbiornik na deszczówkę. Przyciąłem też ścianę z róż. A wczoraj założyłem folię i przysypałem korą pas przed miejscem na stolik i kominek ogrodowy. Zaziębienie już praktycznie przeszło. W sobotę jeśli będzie pogoda chyba wybiorę się na rower. Chętnie do rodziców w niedziele bym się wybrał rowerem, ale Konrada teraz złapało przeziębienie. Chyba pojedziemy samochodem. Dziś oddałem go do mycia i sprzątania pozimowego. Wymieniłem też opony na wiosenne i w poniedziałek odebrałem dowód rejestracyjny już ten właściwy. Ma miejsce tylko na sześć pieczątek. Ale być może, że do tego czasu zmienię samochód. Powoli widać już na nim ząb czasu. Od paru dni coś dzwoniło przy kole i przy wymianie opon okazało się, że poszła sprężyna, cokolwiek to znaczy. W każdym razie wyjęli ją i jestem umówiony na wtorek po świętach na wymianę. Trzeba oczywiście wymienić komplet no i jeszcze za robociznę zapłacić. Niby samochód to wygoda, ale ja nie cierpię samochodów i w ogóle mechaniki. Jest okropnie niedeterministyczna. Jakby nie Basia zrezygnowałbym z samochodu. I tak broniłem się prawie dwa lata zanim jej uległem i zrobiłem prawo jazdy. Zresztą nie zdałem za pierwszym razem, a samochód kupiłem w dniu egzaminu. Na kolejny egzamin czekałem cały miesiąc. Przejeździłem nim po okolicy 500 km nocami bez prawa jazdy. Ale ciiii... Potem zdałem i od tego dnia Owszem oszczędzam czas, pewne rzeczy stały się bardziej dostępne, a ja coraz bardziej gnuśnieje wożąc d... samochodem. Wspominam czasy gdy jeździłem pociągiem i co dzień miałem około 45 min łącznie na czytanie książki w pociągu. Dzięki temu czytałem kilkadziesiąt książek rocznie. A dziś niby mam więcej czasu, a jak uda mi się przeczytać dziesięć rocznie, to jest niebywały sukces. Zresztą jak byłem w szkole podstawowej, to pamiętam, że musiałem zacząć jeździć do blioteki w Płaszowie, bo w dwóch Prokocimskich wyczytałem całą SF jaka była. Na szczęście Konrad też tak pochłania literature jak ja kiedyś i na szczęście nie tylko SF. On czyta w zasadzie co popadnie i prawie wszystko mu się podoba. Ostatni czytał "Życie Moliera" To jest chyba jedyna książka Błuchakowa której nie przeczytałem. On robi z niej prezentację maturalną. Oczywiście próbną. Ostatnio w szkole mieli się przebierać z jakiejś okazji za jakieś wybrane subkultury. Mieli się przebrać za hipisów, ale coś nic z tego nie wyszło. Za to ja mu zrobiłem fajne zdjęcie.
Głupio by tak było mieszać malto, a zresztą pójdziemy do kościoła po pracy. A po drugie niech sobie tamte wyschną dobrze. Zdejmę formy dopiero w sobotę. Nie ma się gdzie śpieszyć. Słupki oczywiście mają być pod zbiornik na deszczówkę. Przyciąłem też ścianę z róż. A wczoraj założyłem folię i przysypałem korą pas przed miejscem na stolik i kominek ogrodowy. Zaziębienie już praktycznie przeszło. W sobotę jeśli będzie pogoda chyba wybiorę się na rower. Chętnie do rodziców w niedziele bym się wybrał rowerem, ale Konrada teraz złapało przeziębienie. Chyba pojedziemy samochodem. Dziś oddałem go do mycia i sprzątania pozimowego. Wymieniłem też opony na wiosenne i w poniedziałek odebrałem dowód rejestracyjny już ten właściwy. Ma miejsce tylko na sześć pieczątek. Ale być może, że do tego czasu zmienię samochód. Powoli widać już na nim ząb czasu. Od paru dni coś dzwoniło przy kole i przy wymianie opon okazało się, że poszła sprężyna, cokolwiek to znaczy. W każdym razie wyjęli ją i jestem umówiony na wtorek po świętach na wymianę. Trzeba oczywiście wymienić komplet no i jeszcze za robociznę zapłacić. Niby samochód to wygoda, ale ja nie cierpię samochodów i w ogóle mechaniki. Jest okropnie niedeterministyczna. Jakby nie Basia zrezygnowałbym z samochodu. I tak broniłem się prawie dwa lata zanim jej uległem i zrobiłem prawo jazdy. Zresztą nie zdałem za pierwszym razem, a samochód kupiłem w dniu egzaminu. Na kolejny egzamin czekałem cały miesiąc. Przejeździłem nim po okolicy 500 km nocami bez prawa jazdy. Ale ciiii... Potem zdałem i od tego dnia Owszem oszczędzam czas, pewne rzeczy stały się bardziej dostępne, a ja coraz bardziej gnuśnieje wożąc d... samochodem. Wspominam czasy gdy jeździłem pociągiem i co dzień miałem około 45 min łącznie na czytanie książki w pociągu. Dzięki temu czytałem kilkadziesiąt książek rocznie. A dziś niby mam więcej czasu, a jak uda mi się przeczytać dziesięć rocznie, to jest niebywały sukces. Zresztą jak byłem w szkole podstawowej, to pamiętam, że musiałem zacząć jeździć do blioteki w Płaszowie, bo w dwóch Prokocimskich wyczytałem całą SF jaka była. Na szczęście Konrad też tak pochłania literature jak ja kiedyś i na szczęście nie tylko SF. On czyta w zasadzie co popadnie i prawie wszystko mu się podoba. Ostatni czytał "Życie Moliera" To jest chyba jedyna książka Błuchakowa której nie przeczytałem. On robi z niej prezentację maturalną. Oczywiście próbną. Ostatnio w szkole mieli się przebierać z jakiejś okazji za jakieś wybrane subkultury. Mieli się przebrać za hipisów, ale coś nic z tego nie wyszło. Za to ja mu zrobiłem fajne zdjęcie.
Komentarze