Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem. Idą święta. Robimy porządki w domu, robimy i w duszy. Poszedłem dziś do Barbary. To taki kościół za Mariackim. Ładny, mały. Oczywiście kolejka jak po papier toaletowy w socjalizmie. Trochę ma się wrażenie komercji. Ale cóż, mogłem iść ze dwa tygodnie temu. Miałbym odpowiednią intymność, ale pewnie do dziś już sporo bym nagrzeszył. No to po co w zasadzie iść do spowiedzi, jak i tak znowu i znowu te same grzeszki? Ano dla czystości sumienia. Bo Mama nauczyła, bo głupio tak w kościele stać i się czaić przy ścianie, jak wierni idą tabunami do komunii. A może po prostu kolejny raz ma się nadzieję już tego nie robić, już się poprawić. Może uda się tym razem? Podobno spowiedź "wymyślono" w czwartym wieku. Przedtem była publiczna, zresztą jest do dziś na każdej mszy. Po co tak? Na jedno to na pewno dobrze się komuś wygadać na ucho co nas dręczy i czego się wstydzimy. Z drugiej strony tak sobie myślę, że to dobry sposób aby władze kościelne wiedziały co dręczy aktualnie i co mają na sumieniu wierni. Pewnie! Tajemnica spowiedzi! Ale co to za tajemnica jak wszyscy księża spowiadają, więc statystycznie wiedzą to samo! Nie muszą sobie opowiadać jak się spowiadają wierni i co mają na sumieniu. Nie jest ważne. Ważna jest kondycja psychiczna całej populacji. Więc jeśli każdy ksiądz wyspowiada ze sto osób, to każdy ma taką samą próbkę statystyczną. Czyż to nie majstersztyk inwigilacji? A wierni przy okazji mają darmowego psychoanalityka. I kokoś komu mogą się wyżalić. E... toż to tylko przekaźnik do Boga... A tak przy okazji, to strasznie mnie irytuje "Ja jestem katolik, tylko niepraktykujący" A może po prostu leniwy? No to ja jestem w takim razie "Katolik, tylko wątpiący" No bo praktykuje, jak najbardziej, ale niestety mam dylematy i wątpliwości. No właśnie dlatego praktykuje. Może mi te wątpliwości przejdą? A najbardziej z mszy, to ja jednak kazanie lubię. Zdarzają się naprawdę perełki. Z dzieciństwa pamiętam księdza: Paciorek się nazywał :) On to miał kazania, ale pił jak szewc. A religie z nim, to były takie: Że każdy wolał od pójścia na piłkę. Wtedy jeszcze religia była religią w salce katechetycznej, a nie tak jak teraz w szkole zwykła, kolejną lekcją. To chyba największa porażka przewrotu ustrojowego.
Komentarze