Kasprowo-Skitourowo

Mimo mojej chrypy i stanu podgorączkowego pojechaliśmy z samego rana w góry. Wstaliśmy o piątej. Zapakowaliśmy sprzęt i pojechaliśmy do Zakopanego. Chyba pierwszy raz udało się tak szybko dojechać do Kuźnic. Zajęło nam to z domu (134 km) 1:50 Nie, nie dlatego że jechałem jak szalony. Po prostu nie było w ogóle korków. Żaden żuk, czy inna zakała nie wpakowała się przed nas blokując drogę na podjazdach. Można dojechać do Zakopanego szybko, tylko potrzeba odpowiedniej drogi. Oczywiście na miejscu nie czekaliśmy w kolejce do kolejki. Poszliśmy na nogach. Zaszliśmy w trochę ponad godzinę. Nie mogłem iść szybko, bo nie chciałem się zgrzać. Jestem chory. Na krzesełku, jak wyszliśmy nie było prawie nikogo. Nasmarowaliśmy się kremem trzydziestką. Przepiękna pogoda. Wyjechaliśmy na górę i zaczęliśmy szusować. Okazało się, że stok jest tragicznie przygotowany. Wielkie grudy lodu wszędzie i dużo muld. Muldy lubię, ale ten lód. Nie dało się jechać szybko.

Ale po trzech zjazdach śnieg zaczął się topić i zrobiło się przyzwoicie. Za trzecim zjazdem kolejka do krzesełek zaczęła być już na około 20 min. Za trzecim zjazdem też założyłem kamerkę na głowę. Dałem z siebie wszystko. Chyba przy piątym zjeździe zaczęło robić się tłoczno. Ja lubię jeździć w miarę szybko. Kasprowy to czarna trasa, choć nie bardzo wiem czemu. Na takiej trasie wymaga się aby jednak umieć trochę jeździć. Udało mi się prawie wjechać w faceta który jechał sobie spacerowym krokiem w poprzek stoku. Tak, wiem moja wina jechałem z góry. Jechałem samym krajem stoku. Właśnie dla tego, że jeżdżę szybko. Udało mi się go ominąć prawie na styk. Zatrzymałem się zaraz za nim. Okazało się, że on się przewrócił - chyba ze strachu. Przeprosiłem go i zapytałem czy się nic nie stało. Zaczął się awanturować. Przeprosiłem ponownie i powiedziałem że jest mi przykro. Po chwili przeprosiłem ponownie i zacząłem się tłumaczyć, że nie byłem w stanie już bardziej skręcić, bo jechał w poprzek stoku. Przy piątych moich przeprosinach już nie wytrzymałem i zaproponowałem rekompensatę pieniężną za straty moralne. Z drugiej strony praktycznie nic się nie stało. Ja się nie przewróciłem. Nawet nie dotknąłem go. Konrad widział całe zajście i był bardzo zdziwiony, że się zatrzymałem i go przepraszałem. Wiele razy ktoś na mnie wjechał na stoku, czy przejechał mi po nartach. W zasadzie podnoszę i otrzepuję ze śniegu. Nawet nie zwracam uwagi czy ktoś mnie przeprasza czy nie. To jest stok narciarski zderzenia się zdarzają. Ale pasjami nie znoszę ludzi którzy jeżdżą w poprzek stoku. Czasami zdarza mi się, że chce się zatrzymać. Wtedy jadę wzdłuż kierując się w bok i zawsze patrzę wtedy czy ktoś nie jedzie szybko z góry, aby na mnie nie wjechał. Owszem wiem, że ten z góry powinien uważać. Ale i tak czułbym się winnym. A już zatrzymywanie się na środku, czy poniżej wzniesienia jest karygodne i powinno być karalne. Od tego incydentu stwierdziłem, że idziemy jeździć na okoliczne stoki. Między innym na "Pośredni" Okazuje się, że otwarty do jazdy jest teraz cały stok Kasprowego. Aż prawie po stoki "Pośredniego" właśnie. Tam było dopiero fajnie. Rewelacyjny śnieg. Tam zakładałem kamerkę na głowę i filmowałem szalone zjazdy w dół. Udało mi się nawet sfilmować jak robię koziołka przy jakimś ostrym skręcie i po fikołku wstaję automatycznie na nogi i jadę dalej. Tam jest na tyle stromo, że jak się ktoś przewróci. To wystarczy odpowiednio się przekręcić i z rozpędu staje się od razu na nogi i można jechać dalej. W kolejce do krzesełka raz połechtano moją próżność pytając jak się jeździ na moich "SL dziewiątkach" No rewelacyjnie, ale trzeba się przykładać, bo nie są to łatwe narty. Potem Konrad ku mojemu przerażeniu stwierdził, że on będzie jeździł żlebami między skałkami, a ja mam go filmować. Za nic nie mogłem z dołu trafić na ten żleb którym on akurat zjeżdżał. Raz się przewrócił. I skoziołkował na sam dół. Na szczęście nie zawadził o żadne skałki. Co ja biedny mam zrobić. Z jednej strony się okropnie boję aby sobie czegoś nie zrobił, a z drugiej strony on, to taki niespełnione marzenia o samym mnie. Niestety ze mną nie miał kto jeździć na narty na rowerze czy na ściankę... Na koniec pojechaliśmy zupełnie tymi grzbietami z "pośredniego" Tam było strasznie fajnie. Cały zjazd zarejestrowałem tą małą kamerką. Niestety w domu na miejscu okazało się, że cały czas kamerka na głowie była zamontowana tak, że filmowała głównie niebo. Niestety nic z tego nie nadaje się do pokazania. No może poza moim fikołkiem :) Ze zwykłej kamery też nie specjalnie wyszło, ale zmontowałem filmik. Zdjęcia też takie sobie wyszły. Zresztą to miały być narty a nie filmowanie czy zdjęcia. Myślę, że jak tylko będzie pogoda za dwa tygodnie jedziemy ponownie. Może wtedy uda się z tą małą kamerką. Jako narty wyjazd bardo udany, jako multimedia znacznie mniej.

Komentarze