Wczoraj i dziś napracowałem się przy robieniu warzywniaka. To ubiegłoroczny pomysł Basi aby uświadomić sąsiadowi, że nie powinien jeździć traktorem przez nasz sad. Nie miał bym nic naprzeciw. Gdyby nie niszczył przy okazji. Po pierwsze po deszczu robił koleiny. Ja tam koszę kosiarką. Po drugie nie zawsze chciało mu się podnieść pług i musiałem dwa razy łopatą naprawiać dziury jakie zrobił. A po za tym jak można komuś przez środek sadu traktorem. I zamiast powiedzieć mu "buraku jeden..." to Basia wymyśliła, że w miejscu gdzie zrobił sobie prawie drogę przez nasz sad, my zrobimy grządkę na warzywa. Może zrozumie. Zadeklarowała się, że ona będzie się tym zajmowała. Ja miałem tylko skopać i spulchnić ziemię. Ona siać, plewić i zbierać jak co wyrośnie. No i jak to w powiedzeniu. "Jak kobieta mówi, że zrobi, to mówi..." Na deklaracjach się skończyło. W tym roku żem się nie prosił. Sam se robię wszystko. Skopałem, przykryłem folią aby nie plewić i posiałem. Może co wyrośnie. Połowę i tak przeznaczyłem pod kwiatki. Lubie jak na jesieni są kwiaty w domu. Dziś skończyłem około 18:30 i wyciągnąłem Basię na spacer na "Wietrznik" Spotkaliśmy wiosnę, zająca i jedną sarnę.

Spacer był ponad godzinny. Cyknąłem parę zdjęć i jedno jest jako-takie. A rano w pracy, po pierwsze dostałem odpowiedź od AutoMapy. Przedłużyli licencję. Zamówiłem kuriera i wysłałem palmtopa do naprawy. Dostałem też odpowiedź od "N" w sprawie polecenia zapłaty. Poprosili o numer abonenta i hasło. Wysłałem, zobaczymy co dalej. Jutro w pracy Inspiracje. Idę na trzy godziny na strefę eksperta. Jak, ja programista przeżyję rozmowy z klientami to nie wiem. Dostaliśmy specjalne eleganckie koszule z napisem Comarch. W piątek mamy podobno iść jeszcze na wykłady które są do około 19:00 Ja pracuje do 15:00! Całe te inspiracje są w nowym budynku. Robi wrażenie, to prawda. Nawet fontanna jest. To jedna z nielicznych firm Polskich które są na skalę świata. Ostatnio kupiliśmy niemiecką firmę zatrudniającą kilkaset osób. My! Nie oni nas! Można być dumnym pracując w takiej firmie... buuu... ha... ha... O nie... praca to nie życie. Choć są tacy co pracą żyją. Stoją na drabinie kariery trzymając głowę wysoko w dupie tego co powyżej. Ja tam wolę siedzieć obok i śmiać się z nich. Co mi z tego, że jak awansuję, to będę więcej zarabiał, jak potrzeby będę miał większe. No i czasu na wydawanie tych pieniędzy miał nie będę. Trzeba sobie twardo postawić granicę, co mi potrzeba i ile. Zadowolić się tym i już. I tak zawsze twierdzę, że jakbym zarabiał dwa razy mniej, to i tak by mi starczyło, tylko musiałbym zredukować potrzeby. Np. zamiast Nikona D80 kupiłbym Nikona D40 I co może mniej satysfakcji miałbym z robienia zdjęć? Miałem kiedyś pstrykacza i jak sobie przypominam, to frajda była większa chyba niż teraz. Wczoraj po robieniu tej grządki kupiłem sobie piwo. Rany... jak mi smakowało. Piwo jest dobre, po pierwsze gdy ostatnie było około dwóch tygodni temu i jest się zmęczony pracą fizyczną. Dziś też sobie kupiłem i już nie smakuje tak jak wczoraj. A wracając do tytanów pracy. To może nie tak jak mi się wydaje. No bo w zasadzie jeśli komuś praca przynosi satysfakcję i jest z tym szczęśliwy. Pracuje całymi dniami i ma poczucie, że coś tworzy. No to czemu nie. W czym jest gorszy od tego co cały dzień poświęca na inne hobby. To kwestia wyboru. Jeśli jest mi z tym dobrze, że robię karierę, to ok. Nie cierpię tylko, takich co to uważają, że wykształcenie i stanowisko określa człowieka. Nie, po stokroć nie!. Człowieka określają jego pasje! Może to być praca. Jak najbardziej. Można być nieukiem, który ma ukończone 7 klas podstawówki, a być bardzo wartościowym człowiekiem. A można mieć doktorat i być prezesem wielkiej korporacji i być po prostu zwykłym burakiem nic nie wartym.
Komentarze