Deprecha na całego

Tak, od czasu do czasu sobie przeglądam blogi klikając w słowa kluczowe na moim profilu. A to Foto, a to Góry i tak sobie patrzę na któryś tam z brzegu. No miały być góry, a tu gość wypisuje jakieś pierdoły o rzekach. No ale jak sobie tak potem patrze, to i ja o tych górach mało, tylko jakieś pierdoły piszę. Pogoda za oknem, że aż się żyć odechciewa. Przyszedłem do domu i zaplanowałem, że zjem coś na szybko. W tym celu zrobiłem szybką zupkę grzybową. Oczywiście zmodyfikowałem ją pokrojonym w kostkę i wysmażonym boczkiem, a pod koniec wsypałem grzanki. Zjadłem jak przestygło, oglądnąwszy w tym czasie pięć minut "Frantika" nagranego parę dni wcześniej. Potem jeszcze jogurcik, a na koniec popiłem rozpuszczonym magnezem. Poskakałem trochę aby się zmieszało i nie wywołało jakichś dolegliwości żołądkowych. Potem szybciutko siadłem do komputera Konrada i znalazłem mu rozwiązanie tych punktów na sprawdzian z Excela których nie mógł dojść. W końcu informatyk jestem. Spojrzałem w okno, bowiem teraz w planach miałem pójść na ogród i podwiązać ostrężyny. I tu moje plany legły w gruzach - śnieżyca prawie za oknem. No i do wieczora nudy. Jakieś czytanie i takie tam pierdoły. Potem przyszła pani od angielskiego. Wtedy już totalna nuda przez godzinę, bo to trzeba cicho być, nie przeszkadzać jak się Konrad uczy. No w depresje można wpaść z tą pogoda. Mam mocne postanowienie pojechać w Tatry w sobotę. Ale nie wiem czy znowu pogoda wszystkiego nie zepsuje. Na razie dmucha jak diabli. A co do deprechy, to w niedzielę była u nas T. No i tak zgadaliśmy się. W końcu zeszło na depresje. Ostatni jest to modne, że niby to ona miała i się leczyła, a że jakaś tam koleżanka poszła do lekarza, że niby ma, a po to aby jej nie mogli zwolnić z pracy. Otóż jestem zdania, że depresja to ciężka nieuleczalna i śmiertelna choroba. Jeśli ktoś w nią popadł, a twierdzi, że udało mu się z niej wyjść, to tylko kwestia czasu i okoliczności i zapadnie się niebawem w otchłań. Depresja to nieuleczalna choroba kończąca się samobójstwem tak, czy owak. Chyba, że ktoś z przyczyn naturalnych zejdzie wcześniej. Ten to umie pocieszyć, prawda? Zawsze byłem optymistą. Tam jest czarno i duszno, boimy się tego stanu, ale on nas i tak dopadnie i tak nas wciągnie. Nie ma odwrotu. Jak raz się diabłu zajrzało w oczy nigdy tego widoku nie zapomnisz. Ci co mówią, że mieli depresje, ale z niej wyszli, to się mylą. To nie była depresja, to były po prostu chwilowe doły. Owszem można żyć w depresji ale krótko i nudno. Jasne depresja przewlekła też jest, zależy jaki kto silny jest. Jeśli ktoś mówi, że jest w depresji, to nie jest. Jak daje sygnały, to jest blisko. Potem światełko gaśnie. Ten stan jest fascynujący na swój sposób i z nikim nie chcesz go dzielić. Mam taką zasadę: Jak umiesz liczyć, to licz na siebie. A oto kilka złotych rad, jak wyjść z depresji, skoro wszyscy twierdzą, że są i że można.

1. Zacznij pisać pamiętnik, może być blog :) Zapisuj w nim cokolwiek: "wstałem o 8:00 nic mi się nie chce, chyba dziś wyskoczę przez okno. E... za nisko, nie chce mi się". Ale nie użalaj się nad sobą. Pisz same pozytywne rzeczy, początkowo zmyślaj, Na siłę zauważaj pozytywy. O depresji cicho sza! Nie licz na to, że ktoś to przeczyta. Pisz dla siebie.
2. Mów sobie co dzień rano po paciorku. Pieprzyć to, pieprzyć wszystko.
3. Powtarzaj, to jak mantrę. Po wyjściu z pracy też.
4. Czymkolwiek się przejmujesz, zignoruj to. I tak jesteś w depresji, to co ci szkodzi. Choćbyś się starał jak nie wiem, to i tak się nie uda. Co ci zrobią, jak tego nie zrobisz, jak nie dotrzymasz terminu. Zwolnią cię? I tak się tego boisz. I tak to zrobią, więc pieprzyć to, pieprzyć wszystko.
5. Zrób coś dla siebie. Wyznaczaj sobie banalne zadania, których natychmiast możesz zmierzyć poziom realizacji i osiągnąć sukces. Np. Wejdź po schodach na pierwsze piętro. Jutro na drugie, trzecie itp. Jak zabraknie pięter. To pokonuj ten dystans coraz szybciej. Jak osiągniesz kres, to wchodź po dwa schody na raz. Lub idź pieszo jeden przystanek, potem dwa, trzy. itp. Potem rób to coraz szybciej. Zacznij ćwiczyć.
5. Jak już twój stan na to pozwala, zacznij biegać, coraz dalej, coraz szybciej. Olej, to, że ludzie się gapią.
6. Zrób coś dla innych. Oddawaj krew. Zapisz się na dawcę szpiku. Wypisz sobie zgodę na pobranie organów i noś ją w portfelu. Jednym słowem podnieś swoją samoocenę.
7. Znajdź sobie w miarę unikalne hobby. Chodzenie, foto, geocaching, jaskinie, bieganie, jazda na rowerze. Coś prostego, co zrobisz bez jakichkolwiek nakładów finansowych i osób trzecich. Cyfrowy aparat można kupić za 100 zł. Zwiedzaj spacerowo własne miasto, to nic nie kosztuje. Z czasem okaże się czym trudniej i czym bardziej ci los dokopie, to lepiej. Więcej satysfakcji.
8. Zredukuj swoje oczekiwania do zera, szczególnie w stosunku do innych. Zacznij dawać. Myśl o tym intensywnie, wyprzedzaj innych w dawaniu.

No i co pomaga? !?! mówiłem już, że jestem optymistą?

A miałem dziś napisać o górach, a tu znowu takie pierdoły E... chyba se wyskoczę... ależ mi się nie chce... idę spać...

Komentarze

Nomad pisze…
Tak mnie coś tknęło, jakoś tak dziwnie wyglądało "pieprzyć" Wpisałem więc w google, aby sprawdzić pisownie. I co znalazłem?
http://www.pinezka.pl/jaki/2420-jak-zrobic-loda-jak-pieprzyc-i-inne-porady Bez obawy, śmiało klikać.