Rowerem do pracy.

W związku z tym, że coraz mniej osób robi coraz więcej, a czas nagli i trzeba wypuścić niebawem nową wersję wyszło zarządzenie: Każdy musi przyjść co najmniej trzy soboty do końca kwietnia. Można potem sobie te soboty odebrać jako dni wolne. Nie pracowałem w sobotę od czasów CDN-u wtedy moje zaangażowanie w pracę było ogromne. Teraz już wyrosłem z tego. Miałem mocne postanowienie pojechania na rowerze do pracy. O 6:00 jest już w miarę jasno i jasno jest do co najmniej 17:00 Mam 26 kilometrów do pracy. W piątek było ładnie. Spakowałem się, przygotowałem sobie odpowiednie ubranie. Przygotowałem rower. Nastawiłem się na to, że będę wracał w deszczu i śniegu. Moja determinacja była ogromna. Wstałem rano 5:30 - mokro na ulicy. Pomyślałem - padało w nocy. Temperatura 3.6 Wyszedłem na strych - niestety bębniło deszczem o dach, no i czar prysł. W piątek umyłem samochód naprawiłem rynnę, rozbiłem kretówki. Było prawie jak na wiosnę. Pojechałem w efekcie samochodem do pracy. Jak wracałem była prawie śnieżyca.

Wczoraj wieczorem coś mi się podziało z komputerem. Musiałem odtworzyć system z backupu. CO prawda jak to mój znajomy mówi - tylko cieniasy robią backupy, ja jednak zrobiłem parę. Ostatni z lutego z tym co mam aktualnie i co jest mi potrzebne do pracy w domu. Odtworzyłem go w 45 minut. Jest już wszystko ok

Komentarze