Wiosna idzie. Kocie harce się zaczęły. I niestety nasz Ferdek zaginął w boju. Nie przychodzi już od prawie dwóch tygodni. Albo go coś zjadło, albo przejechało. To i tak kot weteran. Wytrzymał chyba ze cztery lata. W tamtym roku przyszedł po tygodniu. Cały poobgryzany. Miał dziurę w łapie i dziurę w głowie. Jakoś się z tego wylizał. Ale w tym chyba przepadł. Jeszcze pozostał cień nadziei. Poprzedni czarny kociak wytrzymał niecałe dwa miesiące. Przed naszym domem na naszych oczach został potrącony przez samochód. Ciężkie jest życie kota, ale podobno ma 7 czy 9 żyć. Wszyscy w domu zastrzegają się, że nie będzie już następnego. Ja zawsze byłem przeciwnikiem zwierząt w domu. Miejsce zwierząt jest w lesie. Z drugiej strony jednak koty i psy to udomowione zwierzęta. Kot tylko śpi w domu lub w piwnicy. Pies jest w budzie. Ma ogrodzoną część ogrodu 750 metrów kwadratowych. Wydałem kupę pieniędzy na ogrodzenie, ale jak go dostaliśmy w spadku po teściu chciałem się zająć ogrodem, który był w tragicznym stanie. Było to po prostu jedno wielkie składowisko pozostałości po budowie. Teść się dobrze w takim otoczeniu czuł.
Ja nie. Jak wszystko zwaliło mi się na głowę po jego śmierci. Postanowiłem to wszystko zmienić, skoro muszę się wszystkim zajmować. na pierwszy ogień poszedł dom. Przebudowałem cały, wyprułem ściany, podłogi, sufity, stolarkę i sam nie wiem co jeszcze. Remont trwał pięć lat prawie. Zostało zmienione wszystko wewnątrz łącznie ze stolarką, elektryką, ogrzewaniem i kanalizacją. Zrobiłem nawet nowe wylewki. Potem, a w zasadzie pod koniec remontu zabrałem się za zewnątrz. Czyli dach i elewacja no i ogród. Pies niestety za czasów teścia uwiązany do budy zyskał wolność, ale zaczął wszystko niszczyć. Nie należę do ludzi, którzy idą uśpić psa lub oddają go do schroniska jak jadą na wczasy. Z jednej strony nie mogłem patrzeć jak pies się męczy na łańcuchu, a z drugiej jak niszczy wszystko w ogrodzie co zasadzę. Nie wspomnę o górze odchodów. Zmobilizowałem się i przedłużyłem ogrodzenie zajmując kawałek sadu. Odgrodziłem tym samym psa od ogrodu. Ma swój teren. Wystarczająco duży. Tam ma budę i gdzie biegać. Jak kiedyś odejdzie, to po prostu zlikwiduję tylko oddzielającą siatkę i powiększę ogród. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie. Nie chcę zwierząt w domu, kolejne gęby do wyżywienia, a na dodatek nic w zamian mnie nie dają. (jestem egoistą) Nie cierpię jak tylko wyjdę z domu, to od razu pies zaczyna skomleć.
Ulegam i idę z nim na spacer, a jak coś robię na ogrodzie, otwieram mu bramkę i jest ze mną. Z wdzięczności zwykle się zesra prosto w kwiatki jak nie patrzę. W zimie muszę co dzień chodzić na mrozie i w ciemności. Rozbijać lód we wiadrze i zmieniać mu wodę. On oczywiście nie pije świeżej, bo psy najbardziej lubią chłeptać z kałuży. Zamarza po godzinie, a on potem żre śnieg. Jedynie w lecie pije jak pompa strażacka, trzeba pamiętać, aby mu zmienić co dzień. To obowiązek i kłopot dla mnie mieć psa. Wydatek tez spory. Całe wory jedzenia. Zjada chyba z kilo dziennie. Najbardziej zadziwiające jest to, że jakbym zważył. To co zjada i co wydala. bilans wyszedłby dodatni. Jest jak fabryka gówna. Dobra przejdźmy teraz do zalet. Brak... Nie całkiem. Fajnie czasami przejść się z nim za ogród i popatrzeć jak biega. Dodatkowo zwierzęta są konieczne w dorastaniu dzieci. Konrad nigdy nie ukręcił głowy żadnej zabawce. Nie zdarzyło się aby jakąkolwiek zabawkę zniszczył, a i jest łagodnym człowiekiem, pozbawionym agresji. Dla dziecka pies czy kot to zabawka, ale rozbijany samochodzik nie podrapie i nie ugryzie. Kot, pies tak i właśnie w tym zaleta. Dziecko uczy się empatii. Kot też jest potrzebny teściowej. Jest sama i kot był kimś, kim mogła się opiekować z kim pogadać. Nas nie ma do 16:00 czasami nawet później. Po zatem mieszkamy na górze. Mimo mojego uczulenia i niechęci nie będę miał nic przeciwko kolejnemu kotu, a i nawet pewnie zasugeruje go.
Ja nie. Jak wszystko zwaliło mi się na głowę po jego śmierci. Postanowiłem to wszystko zmienić, skoro muszę się wszystkim zajmować. na pierwszy ogień poszedł dom. Przebudowałem cały, wyprułem ściany, podłogi, sufity, stolarkę i sam nie wiem co jeszcze. Remont trwał pięć lat prawie. Zostało zmienione wszystko wewnątrz łącznie ze stolarką, elektryką, ogrzewaniem i kanalizacją. Zrobiłem nawet nowe wylewki. Potem, a w zasadzie pod koniec remontu zabrałem się za zewnątrz. Czyli dach i elewacja no i ogród. Pies niestety za czasów teścia uwiązany do budy zyskał wolność, ale zaczął wszystko niszczyć. Nie należę do ludzi, którzy idą uśpić psa lub oddają go do schroniska jak jadą na wczasy. Z jednej strony nie mogłem patrzeć jak pies się męczy na łańcuchu, a z drugiej jak niszczy wszystko w ogrodzie co zasadzę. Nie wspomnę o górze odchodów. Zmobilizowałem się i przedłużyłem ogrodzenie zajmując kawałek sadu. Odgrodziłem tym samym psa od ogrodu. Ma swój teren. Wystarczająco duży. Tam ma budę i gdzie biegać. Jak kiedyś odejdzie, to po prostu zlikwiduję tylko oddzielającą siatkę i powiększę ogród. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie. Nie chcę zwierząt w domu, kolejne gęby do wyżywienia, a na dodatek nic w zamian mnie nie dają. (jestem egoistą) Nie cierpię jak tylko wyjdę z domu, to od razu pies zaczyna skomleć.
Ulegam i idę z nim na spacer, a jak coś robię na ogrodzie, otwieram mu bramkę i jest ze mną. Z wdzięczności zwykle się zesra prosto w kwiatki jak nie patrzę. W zimie muszę co dzień chodzić na mrozie i w ciemności. Rozbijać lód we wiadrze i zmieniać mu wodę. On oczywiście nie pije świeżej, bo psy najbardziej lubią chłeptać z kałuży. Zamarza po godzinie, a on potem żre śnieg. Jedynie w lecie pije jak pompa strażacka, trzeba pamiętać, aby mu zmienić co dzień. To obowiązek i kłopot dla mnie mieć psa. Wydatek tez spory. Całe wory jedzenia. Zjada chyba z kilo dziennie. Najbardziej zadziwiające jest to, że jakbym zważył. To co zjada i co wydala. bilans wyszedłby dodatni. Jest jak fabryka gówna. Dobra przejdźmy teraz do zalet. Brak... Nie całkiem. Fajnie czasami przejść się z nim za ogród i popatrzeć jak biega. Dodatkowo zwierzęta są konieczne w dorastaniu dzieci. Konrad nigdy nie ukręcił głowy żadnej zabawce. Nie zdarzyło się aby jakąkolwiek zabawkę zniszczył, a i jest łagodnym człowiekiem, pozbawionym agresji. Dla dziecka pies czy kot to zabawka, ale rozbijany samochodzik nie podrapie i nie ugryzie. Kot, pies tak i właśnie w tym zaleta. Dziecko uczy się empatii. Kot też jest potrzebny teściowej. Jest sama i kot był kimś, kim mogła się opiekować z kim pogadać. Nas nie ma do 16:00 czasami nawet później. Po zatem mieszkamy na górze. Mimo mojego uczulenia i niechęci nie będę miał nic przeciwko kolejnemu kotu, a i nawet pewnie zasugeruje go.
Komentarze