A jednak wybrałem się dziś na rower. Mimo niesprzyjających okoliczności. W piątek rano obudziłem się z bólem gardła. Zaraz po pracy nażarłem się czosnku i kupiłem trzy grapefruity. W sobotę mimo pięknej pogody nie pojechałem na rowerze. Było -3.5 stopnia. Bałem się, że się rozchoruje. Do niedzieli rano zjadłem też całe opakowanie Gripex-Max. Dziś mimo niepogody, a nawet mżawki zebrałem się i pojechałem na wycieczkę. Po pierwsze ciągło mnie na rower, a po drugie chciałem przetestować nowy ubiór. Wszystko udało się wyśmienicie. Łącznie zrobiłem 53 km w trochę ponad 3 godziny. Nie jechałem szybko aby się nie zgrzać. Jeszcze trochę jestem przeziębiony. Trochę jednak przesadziłem, bo i to pogoda nieodpowiednia, no i zbyt duża odległość jak na pierwszy raz. Zaniedbałem tą zimę. Nie biegałem, nie ćwiczyłem, a nawet nie spacerowałem gdy Konrad bywał na ściance. Tu opis na mojej stronie domowej, a tu mapka i profil trasy.
Dodatkowo zapis samej trasy na bikebrother. Jeszcze jak znajdę czas będzie odpowiedni opis na stronie jurajskiej, ale tam trochę zmodyfikuje trasę jako propozycję przejazdu. Na pewno nie będzie się zaczynała pod domem. Tylko na peronie w Rudawie lub pod kościołem.
Komentarze