I po wiośnie.

Napracowałem się wczoraj, a dziś chciałem jechać na rower. Cóż z tego jak od nocy leje. W zasadzie, tak siąpi niezauważalnie. Jednak jest mokro i jak się wyjdzie w kurtce to czuć mikroskopijne igiełki deszczu. Pojechałbym, ale cały dzień boli mnie głowa. W zasadzie nie boli, tylko tak mdli. I tak udało mi się jakimś cudem wyciągnąć Basię po chleb do Rudawy na nogach. Wczoraj podłączyłem na próbę jeden zbiornik na wodę do rynny. Jak patrzę w tej rurce, to woda ledwie ciurka. W zasadzie to kapie. Oczywiście od czasu do czasu siąpienie się wzmaga. Z zaskoczeniem około 16:00 stwierdziłem, że w zbiorniku jest już ponad 100l wody! Zbiorniki mają po 1000l To jest niesamowite, że tak szybko się napełnia. Myślę, że to był naprawdę trafiony pomysł z tymi zbiornikami. Jeszcze czeka mnie trochę pracy z nimi, bo muszę je umieścić na jakichś betonowych słupkach. Jutro chyba kupię cement i piasek. Kamień już mam. Albo jeśli nie będzie to zbyt drogie, gotową zaprawę. Wykopałem wczoraj już odpowiednie otwory. Muszę tylko zrobić odpowiednią formę z drewna. Tą zgromadzoną wodę. Będę musiał niestety wylać. Ale napada znowu. Zobaczę ile do jutra napada. Zawyła syrena i Konrad pobiegł. Jest jakaś akcja. Choć to dziwne, aby się coś paliło, czy było jakieś podtopienie... o właśnie przyszedł. Podobno palił się zakład meblarski w Rudawie. Ale opanowano pożar szybko i nawet nie pojechali. Załatwiła to straż z Rudawy i Zabierzowa. Miałem nie pisać bzdur, ale... Wczoraj sąsiad strzygł iglaki i wywiózł odpady na koniec ogrody. Mamy obok siebie działki. Każda ma kilkaset metrów długości. Basia chciała sobie wziąć te obcięte gałązki. Potrzebowała aby przystroić kwiaty na grobach. Powiedziałem jej, że mogę iść z nią, ale zastrzegłem - tylko jako obserwator. Na pewno nie ma problemu aby je sobie wziąć, ale szanuję czyjąś własność nawet tą wyrzuconą. Ponad to, wymagało to wejścia na czyjś teren. Basia przyjęła do wiadomości, że będę stał z boku i się tylko przyglądał. Powiedziałem też, że ograniczę się tylko i wyłącznie do odebrania od niej już na naszej działce wiadra z gałązkami i zaniosę je do domu. Miał to być taki swoisty eksperyment z mojej strony jak kobieta sama sobie radzi. Już na wstępie, po kilkudziesięciu metrach sadu zostałem zbesztany, że prowadzę ją przez takie błoto. Było to o tyle dziwne, że przezornie szedłem za nią !?! Jak doszliśmy, kolejny ochrzan. Czemu nie wziąłem rękawiczek. !?! po co? Do patrzenia mi nie są potrzebne. Ładując gałęzie nie mogła sobie poradzić z wiadrem i parasolem. Cóż ludzie mają dwoje rąk. Ja o tym wiem. Mimo tego, że miałem tylko patrzeć postawiłem na kaptur, a nie na parasol. Jak już jakimś cudem zapakowała to i przyszła wściekła. Znowu mi się dostało, że błoto i uwalała sobie całe buty. Ja ubrałem gumiaki. To dziwne, że po deszczu w polu jest błoto? Zresztą nie przypominam sobie abym kazał jej ubierać takie czy inne buty! Odebrałem wiadro i poszliśmy do domu. Jakie z tego płyną wnioski? Nawet jeśli zadeklarujesz, że będziesz tylko obserwatorem i ona potwierdzi, że przyjęła do wiadomości i zrozumiała. To i tak oznacza, że o wszystko powinieneś zadbać. Wykonać wszystkie polecenia i się do tego uśmiechać. Ona będzie uważała, że przecież zrobiła wszystko sama. Kobiety na prezesów! One to mają w genach. Jakbym poszedł z kumplem, to zrobiłby wszystko własnymi rękoma, nie usłyszałbym żadnego narzekania, nie oczekiwałby z mojej strony żadnej pomocy. Nawet jakby napadło go stu rozwścieczonych sąsiadów z widłami. choćby po uszy wpadł w gówno przy okazji. Uznałby, że jest fajtłapa i nie przewidział tego czy owego. Na dodatek po drodze opowiedziałby kilka dobrych kawałów. Wniosek drugi. To esencja kobiecości, mimo tego, że czasami czujesz się oszukany i wściekły z bezsilności i niezrozumienie cię rozsadza, to jest cudowne! Proszę, nie zmieniajcie się! Odwalimy chętnie za was całą czarną robotę. Leżcie i ładnie pachnijcie. To ostatnie, to słowa znajomej. Kiedyś zapytana co kobieta w takim razie w związku powinna robić. Odpowiedziała prosto i dosadnie: Leżeć i ładnie pachnieć.


PS. Miało tu być inne zdjęcie, ale nie zrobię jej tego. To mi się podoba o wiele bardziej :)

Komentarze

marko pisze…
Można powiedziec że to temat rzeka i nic nowego nie wypływa z tego faktu jak przyjazna postawa stoickiej cierpliwości, wytrwałości i zrozumienia! Prawie wszystko po staremu, czasem i ja mam takie sytuacje, pewnie nic i nikt tego już nie zmieni, bo tak naprawdę nigdy nie wierz....... dobrą radę ci dam, takie tam slowa znanej piosenki. PS! Jakby co to nie ja jestem autorem tego utworu.
Anna Bucholc pisze…
Uśmialiśmy się z mężem do łez z tej waszej 'wyprawy' po gałązki - teraz jestem w strachu, bo Bartek powiedział:"hmm, to może i ja będę pisał...?" A zdjęcie jest śliczne!