Trochę słońca w całej wsi.

Śnieg, śniegiem. Niby to fajnie, bo na nartach i sankach można pojeździć, ale ja już mam dość tej szarugi, tej śląpy. Mogło by już zaświecić słońce. Dziś troszkę, go nareszcie wyszło. Poszedłem znowu na te wielkie pola kukurydziane u mnie za ogrodem, aż po dolinę Będkowską. W zimie oczywiście tam kukurydzy nie ma tylko śnieg leży i pasą się wielkie stada saren. Poszedłem z Szarikiem, ale zanim dojdziemy do tych saren, to on już jest wykończony i nie skory do pogonienia stada. Ja za to mogę sfilmować jak uciekają zwietrzywszy nas. Chodzę tam już od początku zimy. Jak tylko pogoda nie zniechęca. Dziś w gumiakach, bo wszystko topnieje, że aż strach. I po co ten śnieg padał? Już prawie po nim śladu nie ma. Niby słońce było, ale coś nie mogło sobie we mnie trafić. Wszędzie wokół były na polu plamy słońca, a tam gdzie ja, cień od chmury. Rowery będziem szykować! Narty na kołek odwiesiłem: schną do kolejnej zimy, choć ogromną ochotę na deskę mam się przesiąść.

Komentarze