Jestem zawiedziony pierwszym dniem ferii. Przybyliśmy dziś do Pavciny Lehoty. Trafiliśmy bez trudu, aczkolwiek jechaliśmy przez Rohacze, przez przełęcz. Taka górska droga. Obeszło się bez łańcuchów. W ogóle od pierwszych kilometrów Słowacji wszędzie białe drogi. Jedynie w większych miejscowościach czarne koleiny. Było trochę szukania numeru piętnastego w samej Pavcinie. Znaleźliśmy po jednej nawrotce. Na miejscu okazało się, że gospodarz przeniósł nas do innego domu, bo w tym co mieliśmy być przyjechało więcej osób i chcieli być razem. Oczywiście zgodziliśmy się. Okazało się, że tu liczy dwa euro taniej od osoby za nocleg. Na dodatek mamy całe piętro dla siebie.

Wielki pokój w którym są cztery łóżka i jeszcze rozkładana wersalka. do tego jest przedpokój, łazienka i kuchnia. Mnie zwykle jest wszystko jedno. Jedyna wada, to to, że jest wanna a nie kabina. Nie cierpię wanny. Na szczęście jest do niej prysznic. Jakoś to będzie. Pojechaliśmy na stok około trzynastej. Nie zakładałem łańcuchów i dobrze zrobiłem. O dziwo tutaj droga z czarnymi koleinami jest aż do parkingu. Mimo późnej godziny na parkingu przy samym wyciągu znaleźliśmy miejsce. Parking jest darmowy. Niestety w pierwszym dniu musiałem cały czas jeździć przy Basi. Raz tylko udało się ją wyciągnąć na górę. Drugim krzesełkiem. Z samej góry nie można było jeździć, bo pada śnieg i mgła. No i raz na koniec zjechałem z Konradem trawersem i trasą 12. Tam jest snowpark. naprawdę fajnie zrobione, można sobie poskakać, ale można też zjechać obok skoczni i trasa jest bardzo atrakcyjna, ale miejscami wąska. W sumie jest to czerwona trasa. Niestety o godzinie 16:00 zamknięto wszystkie wyciągi. Co mnie zirytowało. Po pierwsze na stronie jest, że w tym okresie otwarte do 16:30 i że jest kilka oświetlonych tras do 22:00 guzik prawda wszystko zamknięte. Co prawda zależy to podobno od warunków atmosferycznych. Dla mnie nie były złe. Wracając jeszcze do tej drugiej części góry, to niestety jest to taki łysy czubek. W związku z tym jest tam mocno przewiany śnieg i stok oblodzony. Przyjechaliśmy do domu, zjedliśmy coś i okazało się, że ciemno jak w... No nic nie widać. Niby mamy się wybrać na spacer jak Konrad się trochę pouczy. Tak, tak on się nawet we ferie uczy. Nie wiem co mam z tym zrobić. Niby to dobrze, ale z drugiej strony czy mu się to w prawdziwym życiu przyda? Muszę jutro rano wstać wcześnie i przejść się po wiosce aby zobaczyć, gdzie co jest. Jakieś pieczywo kupić. A na stoku ciężko było znaleźć gdzie są kasy. Wreszcie mi się udało. Od razy podjechało do mnie jeden, Słowak a drugi... w każdym razie gadał po angielsku. Sprzedali mi bilety. po pięć euro taniej niż w kasie. Czemu nie. Zaoszczędziłem 50 zł. Jutro muszę kupić sobie coś do picia. Mam nadzieję, że jest tu jakaś woda mineralna.
Komentarze