Dziś opady śniegu przeszły apogeum. Pojechaliśmy drugim krzesełkiem na górę i chcieliśmy pojeździć innymi trasami w tym kilkoma czarnymi. Siódemka zamknięta, jakieś siatki co kawałek. Nie dało się wjechać. Zresztą nie do końca wiem czy była to siódemka, Ledwo trafiliśmy na nią. Pada tak mocno, a na górze jeździ się w takiej mgle/chmurze że na pięć metrów nie widać. Musiałem jechać za Konradem zakręt w zakręt aby nie zgubić go z oczu. Pojechaliśmy potem ponownie na samą górę znowu szukając tras ale gdzie tam, nie sposób w takich opadach i w takiej mgle cokolwiek wypatrzeć. Wjechaliśmy gdzieś w jakąś przełęcz a potem w coraz bardziej zwężającą się przesiekę w lesie. Na szczęście na końcu wyjechaliśmy na trawers między trasami. Tam było fajnie.

Kopny nie przejeżdżony śnieg i dość stromo. Potem daliśmy sobie spokój z szukaniem innych tras. Wróciliśmy do Basi. I jeździliśmy już z nią. Co prawda o 15 chciała już jechać do domu. Ale namówiłem ją jeszcze na jeden zjazd. Potem już na koniec wyjechaliśmy z Konradem ostatnim krzesełkiem i pojechaliśmy przez las wzdłuż słupów krzesełka. To była jazda, ukoronowanie dzisiejszego dnia. Wąsko, pionowo w dół miejscami i pełno choinek. W jedną wyrżnąłem ręką sądząc że się podda. Ale okazało się, że to był ścięty pień większej z którego wyrasta tylko gałązka. Będę miał siniaka. W połowie jest skocznia. Trudno się rozpędzić, ale i tak daleko się leci. Trzeba tylko uważać aby nie wylądować na jakimś krzaczku. Przy końcu niestety na stromiźnie, bardzo starte i wystające belki. Ale można je objechać w miarę bezpiecznie. Mimo, że przejazd trudny, to sporo ludzi tamtędy jeździ. Na szczęście odważają się tacy co umieją zjechać w takim terenie i takim wysokim śniegu. Frajda niesamowita, ale zasapałem się strasznie. W zasadzie, aby skręcić trzeba przeskakiwać z muldy ma muldę. Jedynie przy samym lesie można pojechać po świeżym śniegu. Jeszcze w trakcie poszukiwania tras zapuściliśmy się na jedną i w połowie okazało się, że jest zamknięta. Z nami dało się nabrać jeszcze kilkadziesiąt osób. Alternatywa: wracać na górę jakieś dwieście metrów albo przez las. Wybraliśmy las. Udało mi się połamać kilka gałęzi sobą. Ale dało się przejechać. Trzeba tyko wyjeżdżając uważać, bo trafia się prosto na orczyk przy czarnej szóstce. A czarna szóstka taka sobie. Jakieś 100 metrów niewyratrakowanej trasy i to wszystko. Spokojnie można ją wziąć na jeden raz. Szukaliśmy dziś tej trójki co opisana jest jako 'Sprawiedliwa mogiła' i oznaczona trupią czaszką. Ale w takiej mgle bez szans. Nawet nie wiadomo w którą stronę jechać.
Komentarze