Proces

Wczoraj byliśmy w teatrze w Bagateli na Procesie. Jakimś cudem udało mi się zamówić bilety w internecie i je dostać. Owszem jak na Bagatele, to sztuka bardzo ambitna. Nie jest to komedia, choć historia cała jest absurdalna. Konradowi po pierwszej części bardzo się podobało, choć z trudem oglądał, bo nie bardzo rozumiał. Ja byłem w tej dobrej sytuacji, że czytałem Proces zaledwie kilka lat temu. Sztuka idzie po książce jak po sznurku. Jedynie scenografia pozwala sobie na totalny absurd i minimalistyczny aż do absurdu właśnie styl. Dekoracja przez całą sztukę nie zmienia się ani troszeczkę. Cała scena zawalona gratami. Głównie szafami z których co rusz ktoś wyłazi. Przejścia do innych lokalizacji są symbolizowane, albo przejściem przez szafę, albo zwykle przejściem za szafą i pojawieniem się z drugiej strony. Jest jedna scena która bardzo mi się spodobała. Mianowicie scena przesłuchania w sądzie. W książce bohater błąka się po korytarzach, strychach aż wreszcie trafia do odpowiedniej sali mocno spóźniony. Tu jest wspomniane tylko o duchocie panującej w sądzie. Na scenie, tej sędzia zajmuje miejsce na szafie. Naprawdę bardzo dobra scena. Wspomniałem, że czytałem tą książkę i tak sobie myślę, że trochę na tym straciłem. Taka sztuka to niezwykła uczta intelektualna. Lepiej ją konsumować na czczo. Absurd na scenie i absurd na widowni. Obok mnie siedział pewien jegomość który na prośbę aby wyłączyć telefony... Ja to zrobiłem przy wejściu do teatru. On wyciągnął z kieszeni iPhon-a i wyłączając dźwięk, kątem oka zerkał czy inni widzą co za telefon ma. Strasznie wielki ten iPhon. Nie bardzo wyobrażam sobie trzymać taką taflę przy uchu. Ale mniejsza o to. Podczas trwania sztuki która jest odgrywana w zasadzie w ciszy. On ciągle wyciągał z kieszeni cukierki i powolutku je rozwijał za każdym razem szeleszcząc dobrą minutę. Miałem wrażenie, że zaraz ruszy na scenę jako aktor który miał mnie - widza wyprowadzić z równowagi. Jednak nic takiego się nie stało, a zjadł ich chyba ze siedemdziesiąt siedem.

Była z nami też Basia. I tu musze powiedzieć, że ja chodzę z nią na wszelkie głupie polskie filmy o niczym. Nawet ja jej organizuję takie wypady do kina. Niczym nie musi się zajmować. Zamawiam bilet i zabieram ją do kina wbrew swojej woli. Nudząc się okrutnie przez dwie godziny. Czasami wystarcza przebywanie razem, a nie czerpanie korzyści. Basia po wyjściu z teatru była wściekła na mnie, prawie się obraziła, że zabrałem ją na taką nudną i głupią sztukę. Lubi tylko komedie w stylu Szalonych nożyczek. Cóż, jest mi po prostu przykro. Owszem można skrytykować, powiedzieć, że się nie podobało. Ma prawo nie rozumieć przesłania. Ale nie można się z tego powodu na kogoś obrażać, że śmiał zmitrężyć czas i narazić na nudę. Nie jestem wszechwiedzący, aby być nieomylny w doborze rozrywek dla kogoś. Jest mi przykro! I niech tak pozostanie, a pozwolę sobie przytoczyć jedynie słowa Golema XIV Może nie dokładnie, bo mi się nie chce szukać cytatu. “Nie potraficie powiedzieć o kamieniu więcej, niż sam kamień wam powie. Polizany, obmacany i obwąchany.”

Komentarze