Rowerem w zimę

Zimno się robi. Wczoraj po raz ostatni mam nadzieję skosiłem podwórko. Dziś rano był szron na trawie – 0.8 stopni tylko. Mimo wiatru i zimna pojechałem na rower. Niecałe 30 km. I znowu znalazłem trasę którą jeszcze nigdy nie jechałem. Dojechałem w pewnej chwili do słupa z tabliczkami szlaków i okazało się, że jakiś burak pozaginał tabliczki. Siłacz z bożej łaski. Niestety chyba miał pomocników. Bo tabliczki na wysokości około czterech metrów. Ale tak się zirytowałem, że jak małpa wlazłem na słup i poodginałem je. Przy okazji złapał mnie taki skurcz w rękę. No trudno się wspinać na słup. Bolało chyba z dziesięć minut. Ale wyżyłem się. Pojechałem za Jerzmanowice. Bardzo fajna okolica i wiele szlaków. Jest nawet oznaczony szlak do Źródła Pióro. Nie miałem czasu już tam pojechać. Rękawiczki bez palców doskonale sprawdzają się w takiej jeździe. Konrad jechał ze mną chwilę i za nic w świecie nie chciał sobie ubrać długich spodni od dresu. Pojechał w krótkich. Jutro umówiłem się z nim w galerii. Spróbujemy kupić jakieś długie spodnie na rower. Po rowerze poszedłem z Basią po chleb do Rudawy. Mam ochotę kupić sobie ubranko do biegania i na rower, takie jesienne w New Balans. W tym dresie co jeżdżę nie jest zbyt wygodnie. Za ciepło. Kończy się po woli też mój GPS. Wysiada od wstrząsów wyświetlacz. Nie bardzo chcę kupować nowy. Niewiele kosztuje, ale są teraz tylko dostępne z kolorowym wyświetlaczem. Pewnie bez podświetlenia nic nie widać, a z podświetleniem zżera baterie.

Komentarze