Zadzwonił dziś do mnie telefon rano w pracy. Miła pani w słuchawce przedstawiła się, że jest z Krakowskiej Stacji Krwiodawstwa w której oddaje krew. Ostatnio zapisałem się na listę dawców szpiku. I w związku z tym, aż serce mi zamarło. Panie powiedziała, że bardzo mnie prosi abym jutro między godziną 7:30 a 12:30 przyjechał oddać płytki krwi. Zaskoczyło mnie to strasznie. Okazuje się, że taki zabieg trwa około 40 min Odzyskuje się płytki z krwi. Z jednej strony wypływa z drugiej wpływa. Dostaje się specjalną książeczkę dawców płytek i po pierwszym, drugim i trzecim oddaniu upominek niespodziankę. To mnie rozbawiło. Początkowo zdecydowałem, że wezmę L4 ale chyba jednak nie. Jeśli o dziewiątej będę wolny, to wrócę do pracy. Wczoraj byłem 40 minut dłużej, a dziś prawie dwie godziny. Jutro więc mogę być krócej. Dziś miałem szkolenie z oceny pracowników. Czeka mnie to w tym miesiącu. Sądząc po mnie zawsze wydawało mi się, że to żaden problem. Okazuje się jednak, że na takich rozmowach podwładni/ne są nawet zdolne do płaczu. Może być jazda z tym. Ale tak sobie myślę, że czemu nie. Ostatnio rajcują mnie takie trudne sytuacje.
Komentarze