Spacer zamiast roweru

Nie pojechałem na rower. Czemu. Basia chciała abym zrobił grilla. W końcu niedziela i obiadu się nie gotuje. Po drugie udało mi się Basię namówić na wycieczkę w dolinki. A to jest dla mnie priorytet aby się więcej ruszała. Więcej czasu spędzała na świeżym powietrzu. Tak więc zaraz po kościele podjechaliśmy dwa kilometry do Doliny Będkowskiej. Nie lubię tego odcinka drogą przechodzić pieszo. Z początku doliny ruszyliśmy już spacerem przez Wietrznik, pola kukurydzy i dalej koło skały Brodło aż do Łazów. Zapomniałem zabrać GPS i mapy. W sumie znam okolicę. Chciałem tylko znaleźć przejście na przełaj z Łazów do ostańców koło Jerzmanowic. Wskazałem dobrze, a potem na horyzoncie po lewe wypatrzyłem skałkę, która pomyliła mi się z Grodziskiem i niestety skierowaliśmy się w tamta stronę. Okazało się, że doszliśmy do Jerzmanowic. Ale nie ma tego złego. Dzięki temu trafiliśmy na otwarty sklep. Basia ciągle zapomina o zabieraniu na takie spacery plecaka i picia. Na szczęście pamięta już o wygodnych butach. Tak więc w sklepie kupiliśmy coś do picia i ruszyliśmy powrotem w stronę ostańców. Po jakiejś pół godzinie dotarliśmy do pierwszej skałki, na którą postanowiłem się wdrapać. Wyjście na sam szczyt okazało się niemożliwe. Z połowy wysokości porobiłem trochę zdjęć. Potem poszliśmy dalej do celu naszej wędrówki. Tam porobiłem trochę zdjęć. Niestety pora za wczesna. Trzeba tam przyjść albo samym rankiem, albo wieczorem jak słońce kładzie długie cienie. A najlepiej byłoby wieczorem tuż po deszczu. Może kiedyś się uda. Z tej skałki zeszliśmy pod jaskinię Łabajową, a stamtąd już prosto przez dolinkę do samochodu. W sumie zrobiliśmy pieszo jakieś 30 kilometrów

Komentarze