Wybraliśmy się dziś wreszcie z Konradem na szukanie skrzynek w okolicy, no i domów dla kretów przywiezionych z nad morza. Wpierw mięliśmy pojechać na rowerach, ale przyszło mi do głowy, że jak będzie trzeba gdzieś podejść na jakąś skałkę. To gdzie zostawimy rowery? Skończyło się na podjechaniu samochodem za Będkowice i stamtąd już pieszo do Jaskini Łabajowej. Wydrukowałem sobie pięć opisów skrzynek. Samochód postawiliśmy pośrodku terenu gdzie były rozlokowane. Po przyjściu pod jaskinię oczywiście zaczął padać deszcz. Padał chyba z pół godziny. Całe szczęście, że wybraliśmy się jednak samochodem. W czasie deszczu pod jaskinią dołączyła jeszcze do nas grupka czterech osób, które wybrały się tu na grilla. Jak przestało padać włączyłem GPS i zaczęliśmy poszukiwania. W opisie było, że w szczelinie skałki leżącej poniżej wejścia. Problem w tym, że są dwie mniejsza i większa i jeszcze taki wielki głaz. Konrad zaczął przeszukiwanie począwszy od głazu. Ja zaufałem jednak elektronice i po chwili trafiłem dokładnie na skrzynkę. Okazała się metalowym pojemnikiem, trochę już zardzewiałym. Zabrałem sobie na pamiątkę pięć centów a włożyłem Żabę z parasolem. Z pod jaskini poszliśmy na Grodzisko. Tam pod wielkim słupem jest ukryta skrzynka. Wziąłem aparat, ale oczywiście okazało się, że bateria jest na wyczerpaniu. A piękny wieczór zaczął się robić. Muszę się tu wybrać ponownie z aparatem. Ta skrzynka okazała się duża. Postanowiłem, że będzie domem dla TurboKreta B. Z Grodziska wróciliśmy już do samochodu, bo zaczęło się robić ciemno.
Komentarze