Trzy garby

Ale się działo, przez sobotę i niedzielę. W sobotę pojechałem na rower przez sławetne trzy garby. Parę lat temu staraliśmy się przejechać taką trasę z Konradem i zwykle na ostatnim garbie rezygnowaliśmy. Było to wtedy nie na nasze siły. Konrad zapewne był troszkę za mały, a ja rower stary i sił też brak. W tą sobotę pojechałem, tyle, że w odwrotnym kierunku niż zwykle to robiliśmy. Trasa liczyła 35 km różnica poziomów to 620 m. To są naprawdę spore podjazdy. Tu można sobie pooglądać mój przejazd wraz z profilem trasy Ale w niedzielę dalej nie miałem dość. Pojechałem więc na taką samą wycieczkę. Tyle że tym razem trochę krótszą. Jednak tym razem przejechałem aż cztery garby. I znowu tutaj moja niedzielna trasa. Wszystkie te moje przejazdy umieszczam na stronce bikebrother. Wielką radość sprawiła mi ta strona. Myślę, że niedługo. Jak tylko znajdę czas przerobię stronę domową i poumieszczam tam statystyki i symulację tras zamiast tych moich statycznych mapek. Po niedzielnej jeździe rowerowej wybraliśmy się z Basią pieszo na kilkugodzinną wycieczkę. Przeszliśmy około 20 km. Wieczorem czułem nogi, ale miałem i poczucie dobrze spędzonego wolnego dnia. Dziś postanowiłem odpocząć. Tym bardziej, że musiałem iść do stomatologa. Trochę się dałem wmanewrować. Dentystka chciała obejrzeć zdjęcie rentgenowskie, aby sprawdzić, czy wszystko jest ok. Ale potem sobie przypomniałem, że niecały rok temu już oglądała i było ok. Wizyta skończyła się w 10 min. Niestety po zjedzeniu obiadu zrobiła się 19:15 i nic już mi się nie chce, a miałem po plewić ogródek.

Komentarze