Pracowity dzień

Dziś był dzień pełen pracy i wrażeń. W trakcie powrotu do domu zadzwoniła Basia abym po nią przyjechał. Po powrocie do domu zrobiłem sobie zupę z torebki, a Basia zrobiła młode ziemniaczki. Potem od razu poszedłem plewić ogródek. Okazało się, że pod balkonem czarne osy zrobiły sobie norki. Niestety musiałem podjąć decyzję z której nie jestem dumny. Rozkopałem wszystkie norki. Wściekłe osy bzyczały jak szalone i atakowały mnie. Lecz nie żądliły. Chyba to jednak nie były osy. Ale na pewno jakieś 'osowate' Większe od pszczół, takie grubsze. Ja poszedłem dalej plewić, a wróble dokończyły dzieła. Zjadły prawie wszystkie owady. Zobaczymy jutro czy nadal będą brzęczały. Muszę niestety tam wybrać ziemię z pod balkonu i nasypać kamienia. Po plewieniu zrobiłem porządek w garażu z butelkami szklanymi i plastikami. Jutro muszę wywieźć do specjalnych koszy w Krakowie koło pracy. Resztę papierowych opakowań spaliłem. Potem naprawiłem cieknący zlew u Mamy Basi. A na koniec przed samym zmrokiem pojechałem do doliny Będkowskiej z wiadrem i łopatką po takie fajne fioletowe kwiatki które rosną na zboczach i nadają się doskonale do skalniaka. Zasadziłem wokół śliw. Mam nadzieję, że się przyjmą. Jutro za to jadę na rower, albo pójdę pobiegać. Mam straszny dylemat. Wolę jeździć na rowerze, ale chciałbym też biegać. O mało bym zapomniał, w pracy spotkała mnie miła niespodzianka.

(...) Część przeniesiono do "Bardzo prywatnie" (...)

Komentarze