Pojechałem w sobotę na rower. Wybrałem się na wycieczkę na Pustynię Błędowską. Nie planowałem w zasadzie, że muszę tam dojechać. Pojechałem bardzo okrężną drogą. Wpierw do Rudna i z Rudna przez Puszczę Dulowską. Potem do krańca mojej mapy i stamtąd dopiero na Pustynię. Zjechałem z Czubatki! I żyję. Trochę to głupota tak daleko od domu zjeżdżać na łeb na szyję po kamieniach. Postanowiłem też poszukać tam zakopanej skrzynki. Ale po pustyni przez zarośla z rowerem... Strasznie mnie to wykończyło.
Skrzynkę jednak znalazłem. Kopałem rękami w piasku pół metra w głąb. Mrówki mnie o mało nie zeżarły. Niestety, z tego wszystkiego ani zdjęć nie porobiłem, ani nie miałem nic do zamiany do skrzynki. Dziś usiłowałem tam pojechać samochodem. Niestety dopadł nas po drodze deszcz i zawróciliśmy. Skończyło się wszystko na lodach w Krzeszowicach. Ale jeszcze tam wrócę. Cała wycieczka rowerowa miała 110 km i stwierdzam, że na tym rowerze to pestka. Nic nie czuje dziś!
Skrzynkę jednak znalazłem. Kopałem rękami w piasku pół metra w głąb. Mrówki mnie o mało nie zeżarły. Niestety, z tego wszystkiego ani zdjęć nie porobiłem, ani nie miałem nic do zamiany do skrzynki. Dziś usiłowałem tam pojechać samochodem. Niestety dopadł nas po drodze deszcz i zawróciliśmy. Skończyło się wszystko na lodach w Krzeszowicach. Ale jeszcze tam wrócę. Cała wycieczka rowerowa miała 110 km i stwierdzam, że na tym rowerze to pestka. Nic nie czuje dziś!
Komentarze