Rower w deszczu

Dziś przestało wiać, przestało nareszcie padać. Trochę przeschło. Można było wybrać się na rower. Zmarzłem jak diabli. Aż czucie w palcach zatraciłem. Ale idzie wiosna/lato na rower by się jechało. Tragiczny jak na razie te kwiecień. Co rozkręcę się w jeżdżeniu i mam ochotę na więcej, to zaraz zaczyna padać. I sielanka się kończy. Trzeba siedzieć i gnić w domu. Dziś wybrałem się na rower przed 18:00 było 10 stopni. Ale twardo przejechałem 25 km. Pętelkę pod Kraków i z powrotem. A na majowy odpoczynek mam ambitne plany. Może coś się z tego uda. O ile pogoda dopisze. Góry, Pustynia Błędowska i na rowerze do rodziców.

Komentarze