Ależ dzisiaj leniuchowałem. Od rana robiłem moją stronę domową. Uzupełniałem opis wczorajszej wycieczki rowerowej i wyprawy w Tatry. W momentach gdy wyzierało słońce zza chmur biegłem do ogrodu, skrapiałem kwiatki wodą. Rozstawiałem statyw, przymierzałem się do zdjęcia i... zachodziło słońce. Kropelki wysychały. Zrezygnowany szedłem do domu, a tu znowu słońce.
Więc biegiem do ogrodu. Sikawka, statyw i tak w kółko. Udało mi się zrobić dosłownie trzy zdjęcia które zachowałem. Nie pojechałem dziś na Pustynię Błedowską, tak jak planowałem. Pogoda była niepewna. Jutro się wybieram. Za to po południu zrobiłem grilla. Zjedliśmy na ogrodzie i wypiliśmy pół butelki wina. Teraz piszę popijając Gin z sokiem Grapefruitowym. W zasadzie to Ginu tam prawie nie czuć.
Więc biegiem do ogrodu. Sikawka, statyw i tak w kółko. Udało mi się zrobić dosłownie trzy zdjęcia które zachowałem. Nie pojechałem dziś na Pustynię Błedowską, tak jak planowałem. Pogoda była niepewna. Jutro się wybieram. Za to po południu zrobiłem grilla. Zjedliśmy na ogrodzie i wypiliśmy pół butelki wina. Teraz piszę popijając Gin z sokiem Grapefruitowym. W zasadzie to Ginu tam prawie nie czuć.
Komentarze