Nawet nie chce mi się jechać w sobotę na narty. Chyba dopadła mnie wiosenna depresja czy jak to się tam nazywa. Nic mi się nie chce, inna sprawa, że w pracy ten projekt mnie dobija. Kończę i kończę i na koniec wychodzą problemy koncepcyjne. Dawniej jak sam sobie pisałem projekty. To problemy koncepcyjne ujawniały się w trakcie projektowania, a nie implementacji. No ale jako programista projektowałem zawsze pod implementację. Nie winię projektantów, niestety mają inne spojrzenie. Kurcze coraz więcej znowu zaczynam myśleć i pisać o pracy. Dość tego! Wiem dokąd ta ścieżka prowadzi, na skraj przepaści. “Jesteśmy na skraju przepaści, ale robimy duży krok naprzód” A ja chcę robić kroki w tył, bo “kto stoi w miejscu, to się cofa” Swoją drogą to powiedzenie Piotra ... Swoją drogą z bardzo ciekawymi ludźmi pracowałem. Zaczynał jako programista, który pisał zamówienia odgapiając kod ode mnie. (nie dlatego, żeby nie umiał, tylko chodziło o standard) A teraz jest prezesem pewnej firmy. Fajnie było i jest obserwować takie osobowości i kariery. Odpowiedni ludzie na odpowiednich miejscach. Jejku znowu praca. Nieee... Spadaaam...
W sobotę zamiast na narty wybiorę się chyba na giełdę. Mam kupić parę rzeczy do telefonu i nie tylko. Chcę też kupić tusz do drukarki. Oryginalny 3ml albo 5ml nie pamiętam. Kosztuje ok 50zł a zastępczy 20ml 40zł. Potem chciałbym coś w ogrodzie porobić, no i może jeszcze uda się na jakąś wycieczkę z aparatem wybrać.
A jutro muszę ubezpieczyć samochód i dom. We wtorek rozliczenie PIT-u. A jak już będę wiedział na czym stoję (finansowo) To jadę do Krzeszowic spytać o rower. Może już coś będą mieli w Sport-Norze.
Komentarze