Nareszcie udało się troszkę załapać dziś na jako-taką pogodę. Nie lało, choć nie do końca. Rano pojechaliśmy z Basią na giełdę elektroniczną. Zaczyna się sezon i chciałem kupić jakąś tanią latarkę i czołówkę. W tamtym roku kupiłem tanio bardzo dobrą czołówkę. Niestety tym razem były tylko takie naprawdę tanie (po 10-15 zł) ale wszystkie miały po 1-10 diod. Ja chciałem kupić taką 1-3 i dodatkowe turbo (żarówka) 1 to mało a 10 to stanowczo za dużo, zaraz wyczerpią się bateryjki. Latarki, w zasadzie też tylko akumulatorowe lub takie małe na małe bateryjki. Potrzebuje taką na co najmniej 3 R20 Potem pojechaliśmy na kawę do Coffee-heaven. A po powrocie do domu, korzystając z tego, że nie leje i nie ma huraganowego wiatru. Wybrałem się na rower. Przejechałem 25 km Poprzez Kleszczów do Zabierzowa, potem w stronę skały Kmity znowu do góry i przez Kleszczów teraz do Nielepic, tu już zaczęło padać. Do domu zajechałem już w deszczu. Udało mi się na prostej bez większego wysiłku rozpędzić rower do 43 km a z góry do 57 ale bałem się dalej bo kończyła się droga :) Hamulce są naprawdę skuteczne, a i z opon można dym puścić. W lesie na Kleszczowie na samym środku drogi spotkałem wystraszonego młodego jelonka. Chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, ale po chwili spłoszony czmychnął w las. Wypróbowałem też słuchanie muzyki na jedną słuchawkę z odtwarzacza telefonu. Mam go w plecaku, a przez otwór w ramiączku wypuszczam kabelek. No i znowu porażka podczas słuchania muzyki z odtwarzacza nie można zablokować klawiatury. A z samego rana zrobiłem kilka zdjęć kwiatów w ogródku.
Komentarze