Pracowity dzień kobiet.

Dziś pracowity dzień. Przynajmniej dla Basi. Ja pojechałem rano zrobić zakupy na giełdzie. Kupiłem wszystko do telefonu. Wreszcie zdemontowałem ten stary zestaw głośnomówiący. Nokia 8010 czy jakoś tak. Ten telefon jest starszy od samochodu. Ale odmówił posłuszeństwa dopiero parę miesięcy temu. W zasadzie to jego akumulator. Nie opłacało się już kupować nowego. A po za tym, ten nowy ma wbudowany zestaw głośnomówiący. Kupiłem do niego taką podstawkę wkładaną do kratki za jedyne 30 złotych. Ustawie w telefonie tylko profil który będzie się nazywał 'samochód' i głosowo wsiadając do samochodu można ten profil wybrać. Nie wiem tylko jak w profilu od razu ustawić odbieranie na głośnik. Tak będę musiał przyciskać zawsze przycisk głośnik. Kupiłem też pamięć. Co prawda chciałem 2GB ale pani która sprzedawała powiedziała, że są problemy z takimi pojemnościami w telefonach. Kupiłem więc 1GB Teraz jednak żałuję. Bo w sumie jakby były problemy mogę go użyć w aparacie z adapterem. Może jeszcze kupię 2GB to tylko 40 zł. Kupiłem też słuchawki, identyczne jak oryginalne za jedyne 25 zł (może nawet są oryginalne) Mają napisy “Nokia” Bardzo dobre. Mają doskonałą dynamikę. W poniedziałek mam zamiar pobiegać i je wypróbować. Wgrałem na kartę do telefonu około 15 płyt w najwyższej jakości dźwięku. No i nareszcie kupiłem tusz do drukarki 'czarny' Kupiłem zastępczy tańszy 20ml niż oryginalny droższy 5ml. Jak go tylko założyłem i spróbowałem zrobić wydruk – drukarka zgłosiła komunikat “niski poziom tuszu w pojemniku trójkolorowym” To jest zemsta drukarki za podróbkę :) Po giełdzie pojechałem do Krzeszowic rozglądnąć się za rowerem i wybrałem sobie nowy rower. Taki z trochę wyższej półki. Merida z tarczowymi hydraulicznymi hamulcami. Perłowy lakier i kilka innych bajerów. Mam go odebrać we środę. Niestety kartą tam nie można zapłacić. Konrad swój oddał na przegląd.

Po powrocie z Krzeszowic poprzycinałem krzewy i wrzośce. Miałem jeszcze umyć samochód ale zrobiło się strasznie zimno. Odkurzyłem też cały dom jak to zawsze w sobotę. Basia natomiast od samego rana mimo dnia kobiet wzięła się za okna. Umyła biedna wszystkie okna i na górze i na dole. A ja gapa zamiast zaproponować, że łazienkę umyje w tym czasie, to tylko jej pomagałem wieszać firanki.

Komentarze